Kategorie
Artykuły Polecamy

Gdzie warto wpaść w Szczecinie? Gastrociekawostki

Miałem ostatnio taki dzień, kiedy musiałem biegać po mieście w celu załatwienia spraw, których nie załatwiam na co dzień. Są to sprawy, które często mają etykietę, o Boże w końcu muszę to zrobić. Jednak odnotowałem pozytyw, zobaczyłem nowe miejsca, uświadamiając sobie ich istnienie. Oto kilka miejsc, do których warto wpaść.
Na początek polecam zajrzeć do Krowarzywa. Jest to wegańska knajpa z burgerami wegańskimi. Otworzyli nową restauracje w Szczecinie. Na swojej stronie internetowej piszą o sobie tak:

Krowarzywa zrodziła się z pasji dwóch przyjaciół: Krzysztofa i Huberta. Wymarzyliśmy sobie małą knajpkę, w której sami będziemy mogli szybko i etycznie zjeść – zatopić zęby w pysznych roślinnych burgerach, przygotowywanych po naszemu: na miejscu, ze świeżych składników, serwowanych w solidnych porcjach i w przystępnych cenach.

Opracowaliśmy autorskie receptury, zatrudniliśmy wegańską załogę. I wystartowaliśmy, w marcu 2013.

Miałem przyjemność spróbować ich burgery zaraz po otwarciu w Warszawie w roku 2014 roku. Były przepyszne. Jak na rok 2014 zjedzenie burgera z buraka, kaszy gryczanej, białka gryczanego lub tofu, to było coś niesamowitego. Dziś to firma mająca kilkanaście burgerowni w całej Polsce. W Szczecinie otworzono knajpę w tym roku. Polecam spróbować.

Następne miejsce to Kawiarnia Lokalnie, na prawobrzeżu. Lokalnie to dobra kawa, wraz z osobami wiedzącymi jak tę kawę zaparzyć. Kawiarnia oferuje różne ciasta, ciastka, oraz inne desery pasujące do małej czarnej, oraz do puszystego cappuccino. Więcej o tej kawiarni napisałem tutaj

Zapraszam do zapoznania się z szczegółami na temat mojej wizyty w Lokalnie. 

Teraz będzie trochę o tym, że po mieście Chodzą Słuchy, czyli nowa cukiernia w Szczecinie na Rayskiego, jednej z najbardziej gastronomicznych ulicach Szczecina

Jest to mikro miejsce stworzone przez te same osoby które, odpowiedzialne są za cukiernie U Piekarzy Piszą o sobie tak:

Pieczemy. W szale twórczym godnym artystów lub wariatów – to jeszcze musimy ustalić.  Z pełną świadomością rezygnujemy z margaryny, jaj z chowu klatkowego, polepszaczy, konserwantów i gotowców – oddajemy hołd starej szkole piekarstwa i cukiernictwa. Ma być tak jak kiedyś i basta. Jesteśmy dla Was w stanie stuningować ciacha by wyglądały jak domowe, choć pewnie niejeden mistrz cukiernictwa kręci na to głową. Pysznie, domowo to nasza dewiza. Przez naszą piekarnie przechodzą tabuny dzieciaków i dorosłych, którym pokazujemy arkana naszej pracy – słowem nie mamy przed Wami żadnych tajemnic. Sprawdź jakie niespodzianki kryje dla Ciebie nasza stara piekarnia.

A o Chodzą Słuchy piszą tak:

Chodzą Słuchy, że lubimy dobrą kawę, słodki i słony tapas, a nasze tartaletki robimy według tradycyjnej receptury od lat. A, że znamy się na tym trochę, to będzie gluten, będzie słodko, będzie kawa, będzie idealnie na każdą porę dnia.

Co do mojego doświadczenia, mogę powiedzieć, o wielkim, małym miejscu z potencjałem. Wiem, bo chwile tam pracowałem, mając jednocześnie przeświadczenie, że to nie koniec.

W Chodzą Słuchy zjesz deser, ciastka, eklery, wszystko na maśle i dobrym, kruchym cieście. Miejsce jest malutkie, posiada w sobie duży stół stworzony z myślą o laptopowcach. Jeżeli chodzi o klimat, to miejsce tworzą osoby pozbawione ambicji, tak właśnie ambicji, co do bycia super hipsterskim miejscem. Jeżeli miałbym podsumować, jest to miejsce bez nadęcia, hipsteriady. Raczej wypijecie tam kawę w dobrej atmosferze bez oceniania, że zjadasz trzecie ciastko. Wpadnijcie.

Następnie miejsce którego jeszcze nie ma w Szczecinie, ale chodzą plotki, że własnie powstaje. Mowa o kultowych naleśnikach Manekin

Jak mówi gazeta Pomorska:

Pierwsza naleśnikarnia „Manekin” powstała pięć lat temu przy ul. Wysokiej. Założył ją Radosław Kozak, który wpadł na ten pomysł podczas swoich podróży, m.in. po Francji i Włoszech, gdzie dania naleśnikowe są bardzo popularne.

– Tam sprzedawane są naleśniki krepsy, podawane w odwrotny sposób niż u nas, czyli stroną zamykaną na górze. Nasz naleśnik jest okrągły, składany i serwowany nieco inaczej. Do niego proponujemy różne sosy – opowiada Piotr Ochocki, kierownik „Manekina” przy ul. Wysokiej.

Idąc za WSzczecinie.pl:

Jak informuje Andrzej Janusz, koordynator sieci Manekin w Polsce, nie zrezygnowano z otwarcia lokalu w naszym mieście, ale prace wyraźnie spowolniły ze względu na sytuację epidemiczną, która nie sprzyja gastronomii. – Jesteśmy na etapie projektowym i wykonujemy prace sprzątające – wyjaśnia przedstawiciel Manekina.

Czy jest więc szansa, że kultowa naleśnikarnia zostanie otwarta jeszcze w tym roku? – Trudno odnieść się do terminu, gdyż jak Pan zapewne nie raz słyszał „z powodu koronawirusa… „. Nas ta kwestia bardzo dotyczy i gdyby nie ta sytuacja bylibyśmy zapewne na innym etapie prac. Nie wiemy, co będzie działo się na jesień tego roku. Jesteśmy dobrej myśli i powoli przystępujemy do prac.

Będąc na miejscu, słyszałem odgłosy młotów pneumatycznych, wiertarek, oraz ciężkiego sprzętu. Mając na uwadze postęp prac nie spodziewam się otwarcia Manekina w tym roku. Ale kto wie. 🙂

Kolejna miejscówka to Kisiel. Koncept śniadaniowo-brunchowy dla wegan i mięsożerców, stworzony przez młode rodzeństwo Kaśkę i Bartka!

Miałem przyjemność poznać Kasie, która jest kosmitką w dobrym znaczeniu tego stwierdzenia. W Kiślu zjesz na słodko. Ciasta oraz ciasteczka, produkowane tam są przez CudaCelestyny. Zjecie tam, śniadania z których będą zadowoleni weganie, wegetarianie, oraz osoby, które lubią zjeść mięso. Burger z szarpaną wieprzowiną czy sałata cobb z kurczakiem, boczkiem, awokado i serem pleśniowym, to tylko niektóre pozycje jakie zjesz w Kisiel.

Należy zaznaczyć, że Kisiel ma swój kolejny punkt na pogodnie, oraz przygotowuje petardę, Szczeciński Festiwal Dobrego Smaku. Wiem z zaufanego źródła będzie to duże miejsce gdzie będzie można zjeść dużo, dobrze, zdrowo i bardzo różnorodnie.

Na pewno nie udało mi się ująć wszystkich nowych miejsc w Szczecinie, ale mimo tego co się dzieje w około nas ciągle powstają nowe miejsca.

To tyle, jeżeli wpadło wam coś w oko, zobaczyliście jakiś nowy baner, restauracje, kawiarnie, lub knajpę, dajcie znać. Co więcej jeżeli szykujesz dla Szczecina coś smacznego odezwij się  napiszemy o tym.

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Jaglana, nowa bezglutenowa kuchnia w Szczecinie

 

Znacie Jaglaną? Nowa knajpa z dobrym jedzeniem dla ludzi, którzy nie jedzą mięsa oraz starają sie  jadać trochę zdrowiej niż przeciętny Kowalski. Bistro Jaglana na swoim facebooku piszą, że ich dania są bezglutenowe. Jako nieliczni posiadają certyfikat menu bez glutenu. Otwarci są od lipca 2018 roku. Mieszczą się w centrum miasta na alei Piastów 75. Byliśmy tam razem z Radkiem chwilę przed wylotem do Londynu. Kiedy weszliśmy do knajpy, zamówiliśmy wege burgera, curry z banana i dyni, oraz spaghetti wegańskie (pomidory, rukola, orzechy).

Jedzenie

Było bardzo smacznie. Spaghetti nie urwało mi niczego, w sensie było bardzo smaczne: bezglutenowy makaron, pomidory, sos, bazylia. Takie zwykłe spaghetti. Curry z bananem i dyni… oj, co to było za jedzenie. Przywołało mi wspomnienia z Azji, ponieważ miało bardzo orientalny smak. Było świetnie doprawione. Sos był obłędny, jego słodkość, pikantność i wytrawność były doskonale zbalansowane. Sam fakt połączenia banana i curry był zachęcający.

Burger był wyśmienity. Może nie z powodu środka (był przepyszny), lecz z powodu bułki, które Jaglana robi sama. Bułka oczywiście jest bezglutenowa, a do tego bardzo smaczna. Smaczność i bezglutenowość pieczywa dość rzadko chodzi w parze. Jako terapeuta dzieci z autyzmem miałem bardzo dużo styczności z jedzeniem bezglutenowym, zanim stało się modne. Pamiętam pieczywo, które dzieci miały w swoich dietach… nie było zachęcające i do tego napakowane emulgatorami i gliceryną dla zachowania świeżości. Pieczywo w Jaglanej stosowane w burgerach było nieporównywalnie lepsze.

Kiedy chcieliśmy zjeść burrito, okazało się, że niestety wyszło. Podobnie jak kompot. Kiedy jestem w knajpie i dowiaduję się, że coś się skończyło, targają mną ambiwalentne uczucia. Smutek i zgryzota, ponieważ miało się ochotę na to coś. A z drugiej strony uświadamiasz sobie, że to dobrze, bo wszystko jest robione na bieżąco i bez półproduktów. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Lokal, obsługa klienta, ceny

Lokal utrzymany jest w klimacie dość surowym. Było zimno 😉 może jakaś awaria ogrzewania? Stoliki, krzesła, pastelowe kolory. Wystrój knajpy mnie nie zaskoczył. Było czysto i schludnie. Obsługa bardzo przyjemna. Ceny dość przystępne. Jest to jedna z niewielu opcji na rynku Szczecina, gdzie można zasmakować w kuchni roślinnej, a do tego w 100% bezglutenowej. Ma to ogromne znaczenie dla osób dotkniętych celiakią, jak i zwykłą nietolerancją glutenu. Moda na żywność bezglutenową trwa już kilka lat, więc Jaglana ma szanse na wstrzelenie się w dobry czas dla swojej działalności.

Minęły już czasy, kiedy kuchnia wegetariańska była nudna, bez smaku i szara jak spalony szpinak. Obecnie kuchnia roślinna czerpie z całego świata, gdzie mięso nie wyraża statusu społecznego, a rośliny są ogromną częścią diety człowieka. Cała Azja, obydwie Ameryki, Meksyk to kopalnia inspiracji dla kuchni wegańskiej i wegetariańskiej. Widać to na rynku ogólnopolskim. Serwis happycow, podaje, że w Szczecinie mamy tylko kilka restauracji gdzie  kuchnia jest tylko wegetariańska, Warszawa ma ich ponad 40. Szczecin jest jednak dość ubogi, jeżeli chodzi o ofertę dla typowych wege świrów. Co prawda mamy niezrównane 5 Smaków na Prawobrzeżu, Jak Malina oraz Prasad na Lewobrzeżu. Reszta to restauracje, knajpy lub inne przybytki z opcjami wege. Tym bardziej na uwagę zasługuje Jaglana jako kolejna miejscówka na mapie Szczecina.

Podsumowanie

Nie mam żadnych argumentów, by odradzać wam odwiedzenia Jaglanej. Mam za to dużo argumentów, by powiedzieć wam, że warto tam pójść:

  • gwarancja jakości,
  • przystępne ceny,
  • brak konserwantów, syfu z marketów:
    • oleju palmowego (mam nadzieję),
    • mrożonek,
    • kiepskiego podejścia do jakości.

Dlaczego tak myślę? Może dlatego, że sami właściciele mają swoje problemy z nietolerancjami oraz poważnie podchodzą do serwowania dobrej jakości.

Idźcie do Jaglanej, dajcie znać, czy wam smakowało. Pozdrówcie ich ode mnie.

Kategorie
Artykuły

Jak robić odpowiedzialnie lody? Czy ser kozi pasuje do lodów? O tym, w szczerej rozmowie z właścicielami lodziarni Marczak [WYWIAD]

Kiedy myślimy o lodach, od razu robi się nam przyjemniej. Ostatnio miałem przyjemność rozmawiać z Panią Karoliną Marczak, właścicielem oraz twórcą lodziarni w Szczecinie. Jest to wywiad pełen prawdy o tym, jak robi się lody. Również o tym, czym różni się produkcja rzemieślnicza od produkcji masowe. Pani  Karolina z rozbrajającą szczerością tłumaczy również,  czym lody rzemieślnicze różnią się od tych wytwarzanych na skale przemysłową. Zapraszamy do pierwszego wywiadu z serii ciekawych spotkań. Zapewne będzie ich jeszcze więcej.

Etykietnik.pl: Nasza filozofia to mocne przekonanie o dobrym i zdrowym jedzeniu. Nie pochwalamy masowej produkcji przemysłowej, dlatego nasze lody wytwarzamy w sposób rzemieślniczy, co pozwala nam na kontrolę jakości produktów oraz procesu produkcji. Jak rozumiecie rzemieślnicze podejście, co ten termin według was oznacza?


Lody Marczak: Receptura została stworzona przez mojego Tatę i pozostaje niezmienna od ponad 30 lat. Do produkcji lodów nie używamy półproduktów oraz nie kupujemy gotowej bazy lodowej. Dysponujemy dwiema maszynami i dwoma pasteryzatorami. W pasteryzatorach robi się masę lodową. Korzystamy z mleka pełnego, czyli czystego mleka, takiego jak 30 lat temu.

Etykietnik.pl: Czyli nie stosujecie mleka UHT?

L.M:Powiem szczerze, że korzystamy z mleka w proszku, które nie cieszy się pozytywną opinią, lecz dla nas ważny jest fakt, iż jest to mleko niemodyfikowane. Często do mleka w proszku dodawane są różne niepotrzebne składniki. My mamy czyste mleko.Najwyższej jakości  

E: Czy to oznacza, że mleko UHT to ściema?

L.M.: UHT to tak naprawdę biały płyn z odrobiną tłuszczu. Nie zrobimy z niego ani śmietany, ani masła.  

E: Dobrze, znamy zatem już pierwszy składnik, co dalej?

L.M:Używamy polskiego białego cukru i syropu  ziemniaczanego pozyskiwanego z polskich ziemniaków.

E: Białego?

L.M: Tak, biały cukier pozyskiwany jest z ziemniaków i nie wstydzimy się tego, że go używamy. Obecnie jest duża nagonka na cukier modyfikowany, czyli syrop glukozowo-fruktozowy, który jest najczęściej pozyskiwany z kukurydzy. W procesie produkcji takiego cukru również kukurydza jest z reguły modyfikowana genetycznie. My używamy polskiego ziemniaka.

E: Co poza mlekiem i cukrem znajduje się w Państwa lodach?

L.M: Śmietana, taka najprostsza, z 7-dniowym okresem przydatności do spożycia. W przypadku tego składnika jest to najzdrowszy wariant. W ten sposób uzyskujemy bazę do lodów. W skład wchodzą jeszcze stabilizatory, które są niezbędne. Używamy gumy guar, czyli zwykłego błonnika w stężeniu 0,02% całej masy lodowej.

E: Dlaczego stabilizatory są koniecznym składnikiem lodów?

L.D: Bez nich lody by się nie skleiły.

E: Co dalej dzieje się w procesie produkcji?

L.M: Następnie lody pasteryzujemy.

E: Dobrze, ale przecież kiedyś te lody robiło się bez stabilizatorów?

L.M:Również 30 lat temu dodawało się inne preparaty do stabilizacji, takie jak jajko czy skrobię,

E: Czy chodzicie na skróty w produkcji?

L.M: Nie!

E: A jest pokusa by szukać oszczędności?


L.M:Oczywiście, jest taka pokusa, ale tutaj nie ma miejsca na kompromisy. Kiedy mam do wyboru truskawki klasy A lub klasy B i mogę przy  10 kilogramach zaoszczędzić 30 zł, to i tak wybieram klasę A.

E: Jak nauczyliście się robić lody? Czy są studia z lodziarstwa? 😉

L.M.:Obecnie powstają szkoły rzemieślnicze uczące nowoczesnych technologii produkcji lodów. Jednakże moim celem jest powrót do korzeni. W latach 80. lody robiło się z proszku i wody, a wszyscy i tak zachwycali się nimi, bo to była nowość. Później powstawały pasty, gotowe półprodukty i mieszanki. Pamiętam czasy, gdy do mojego taty byli wysyłani przedstawiciele i technologowie różnych firm a tata uprzejmie i stanowczo im dziękował. Mój tata miał swój pomysł na bazę mleczną, eksperymentował i udoskonalał ja przez te 30 lat. W końcu stworzył mieszankę z której robimy lody i jesteśmy   jej wierni. Nie chciał żadnych nowych technologii i trzymał się swoich składników. Niektórzy się śmieją, że nasze lody mają smak śmietanki, tej z dawnych lat.

E:Jaki jest najbardziej odjechany smak, który tutaj wymyśliliście?

L.M.Hm, ser kozi z czarną porzeczką.

E: Ok, mamy gotową masę, której następnie trzeba nadać smak. Jak to robicie?

O wszystkie produkty dbamy sami. Jak produkujemy lody orzechowe, to orzechy obrabiamy sami: prażymy je i karmelizujemy. Gdy robimy lody o smaku sernika z malinami, sos malinowy przyrządzamy sami.Bierzemy mrożone owoce, a nie gotowe pasty.

E: Ile kosztuje u was gałka lodów?

L.M. 3,50 zł.

E: Skoro znamy jasną stronę mocy, czyli jak robić odpowiedzialnie lody, to w jaki sposób inni producenci uzyskują cenę gałki w wysokości 1,50 zł lub 2,50 zł?

L.M: Przede wszystkim jest to masowa produkcja, a ta zawsze się opłaca. Skoro produkują oni tony lodów na miesiąc, to jednocześnie muszą zapewnić długą datę przydatności do spożycia. Lody są również napowietrzane do ekstremalnego poziomu, by wtłaczać mniej wartościowych i jednocześnie droższych składników.

E: Chce Pani przez to powiedzieć, że mamy mniej lodów w lodach?

L.M: Tak, jeżeli kupi Pan wiodącą markę lodów, to łatwo wyczuć ich lekkość.U nas 750 ml lodów czyli kubełek, waży ponad pół kilo. W naszej produkcji mamy zupełnie inne priorytety.

E: Czy w składzie lodów znajdują się jajka?

L.M: Nie używamy jajek.

E: Jak podchodzicie do popularnych trendów w gastronomii? Dostaniemy u was lody wegańskie, wegetariańskie lub bezglutenowe? A może bez cukru?

L.M: Nie, nie podążamy za takimi trendami. Tak jak Pan mówi, są to trendy, a zatem zmieniają się z czasem. Trudno jest określić, w jakim stopniu jest to kwestia mody, a w jakim – względy zdrowotne lub etyczne. Jesteśmy cukiernio-lodziarnią. Nie ukrywam, że używam zwykłego białego cukru. Jeśli ktoś chce zjeść coś słodkiego, u nas dostanie gałkę lodów, którą się nasyci. To ma być smaczny deser.

E: Jak to jest z tą konkurencją? Boicie się?

L.M: Nie, raczej nie. Założyliśmy lodziarnię jako jedni z pierwszych. Lody wymagają dużego nakładu pracy. To nie jest tak, że można otworzyć 10 punktów i nie stracić na jakości. Jestem przekonana, że gdybym do naszej lodziarni wprowadziła kolejny produkt, np. ciasta, miałoby to wpływ na jakość produktu głównego. Mimo że wydaje się, iż są to tylko lody, to nad tym jednym produktem pracuje aż osiem osób. Chcemy robić to najlepiej i na tym się skupiamy. Wierzę, że nasi Klienci to doceniają, dlatego nie boimy się konkurencji.

E: Skąd rok 1985 w waszym logo?

L.M W tym roku Tata zaczął kręcić lody w Kępnie.

E: Kto u was eksperymentuje ze smakami i decyduje o wejściu smaku do sprzedaży?

L.M. Wszyscy mamy pomysły, kłócimy się, smakujemy.

E: Czyli model włoski pracy.

L.M.:Ha, ha, może nie aż tak temperementnie, ale mamy fajną ekipę, często ci sami ludzie wracają do nas na nowy sezon.

E: Czy to jest duży rynek, czy odczuliście wysyp nowych lodziarni?

L.M: Mamy swoich stałych Klientów, dlatego nie odczuwamy tego, że na rynku pojawiają się inne lodziarnie. Mając na uwadze to, że rynek jest duży i podzielony na różne grupy Klientów, wiem na przykład, że nasza lodziarnia nie jest dla studentów.

E:Dlaczego?

L.M: Uważają oni, że porcje są za małe.

E: W innych lodziarniach są większe porcje?

L.M. Tak, ale ocena deseru po jego wielkości może być złudna. Rzadko myślimy o tym, że dostając większą porcję w tej samej lub nawet niższej cenie, jej jakość musi być niższa. Nasze gałki są syte, jest tam dużo owoców, naszych sosów oraz dodatków, które robimy sami.

E: Co Marczaki robią w zimę?

L.M:Odpoczywają. Pracujemy przez sześć miesięcy w roku bardzo intensywnie. Później mamy dwa miesiące mniejszych obrotów. Gdy zbliża się listopad, nasi stali Klienci wiedzą, że niedługo będzie zamknięte i składają zamówienia. Czasem nawet na kilka kilogramów lodów na zapas.

E: Dalej jeszcze to lubicie?

 

 




L.M. Oczywiście!
To jest moje pierwsze dziecko, drugie urodziło się w tamtym roku.

E: Czy nazwalibyście swoje lody luksusowymi?

L.M: Jeśli tak nazwie je Klient, to ja będę bardzo szczęśliwa, ponieważ nauczyłam się, że opinie o produkcie powinien dawać tylko Klient. Ja nigdy nie nazwałam swoich lodów najlepszymi.

Jeżeli ktoś otwiera lodziarnię lub kawiarnię i reklamuje się, że ma najlepszą kawę w mieście, to kto to powinien oceniać: Klient czy właściciel. Jeśli ktoś nazwie nasze lody luksusowymi, to ja bardzo się ucieszę. Zresztą w tym roku nasze ceny poszły w górę i nie usłyszałam żadnych zastrzeżeń od naszych stałych Klientów. Oni wiedzą, jak produkujemy.

E: Dostaje się wam czasem? Doświadczacie hejtu?

L.M: Chyba nie. Nie mamy również funkcji oceniania na Facebooku. Ludzie są różni, czasem mają gorszy dzień i mogą dać upust swojej frustracji. W naszej lodziarni zawsze jest któryś z właścicieli. Jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie.

E: Czy to trudny rynek?

L.M: Przede wszystkim jest to trudna praca. Mamy takiego przedstawiciela, który czasem do nas przyjeżdża i chce nam coś sprzedać. Twierdzi, że o lodach wie wszystko, więc zapytałam go, dlaczego nie otwiera własnej lodziarni? Wie Pan, co mi odpowiedział? Że nie lubi ciężko pracować. 

E: Czego byście sobie życzyli na przyszłość?

Chcielibyśmy, żeby nasze lody wciąż smakowały. Były jeszcze lepsze. By zawsze gdy komuś przyjdzie ochota na słodki deser, to aby od razu pomyślał o lodach Marczak.

 

Podsumowanie: Kiedy rozmawiałem z Panią Karoliną czułem się trochę tak, jak bym dostał się do małej włoskiej uliczki. Nasz wywiad był przerywany, ponieważ Pani Karolina pozdrawiała swoich klientów, po imieniu. Nie przeszkadzało to w ogóle. Można było odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z liczną rodziną. Jest tak, że kiedy rozmawiasz z kimś, to tworzy się  energia, a ta którą czułem od Pani Karoliny, była bardzo pozytywna. Rozbrajająca szczerość, konkrety, pasja i miłość do tego co się robi. Chyba tak można by podać komuś przepis na smaczne lody.