Kategorie
Artykuły Polecamy

Gdzie warto wpaść w Szczecinie? Gastrociekawostki

Miałem ostatnio taki dzień, kiedy musiałem biegać po mieście w celu załatwienia spraw, których nie załatwiam na co dzień. Są to sprawy, które często mają etykietę, o Boże w końcu muszę to zrobić. Jednak odnotowałem pozytyw, zobaczyłem nowe miejsca, uświadamiając sobie ich istnienie. Oto kilka miejsc, do których warto wpaść.
Na początek polecam zajrzeć do Krowarzywa. Jest to wegańska knajpa z burgerami wegańskimi. Otworzyli nową restauracje w Szczecinie. Na swojej stronie internetowej piszą o sobie tak:

Krowarzywa zrodziła się z pasji dwóch przyjaciół: Krzysztofa i Huberta. Wymarzyliśmy sobie małą knajpkę, w której sami będziemy mogli szybko i etycznie zjeść – zatopić zęby w pysznych roślinnych burgerach, przygotowywanych po naszemu: na miejscu, ze świeżych składników, serwowanych w solidnych porcjach i w przystępnych cenach.

Opracowaliśmy autorskie receptury, zatrudniliśmy wegańską załogę. I wystartowaliśmy, w marcu 2013.

Miałem przyjemność spróbować ich burgery zaraz po otwarciu w Warszawie w roku 2014 roku. Były przepyszne. Jak na rok 2014 zjedzenie burgera z buraka, kaszy gryczanej, białka gryczanego lub tofu, to było coś niesamowitego. Dziś to firma mająca kilkanaście burgerowni w całej Polsce. W Szczecinie otworzono knajpę w tym roku. Polecam spróbować.

Następne miejsce to Kawiarnia Lokalnie, na prawobrzeżu. Lokalnie to dobra kawa, wraz z osobami wiedzącymi jak tę kawę zaparzyć. Kawiarnia oferuje różne ciasta, ciastka, oraz inne desery pasujące do małej czarnej, oraz do puszystego cappuccino. Więcej o tej kawiarni napisałem tutaj

Zapraszam do zapoznania się z szczegółami na temat mojej wizyty w Lokalnie. 

Teraz będzie trochę o tym, że po mieście Chodzą Słuchy, czyli nowa cukiernia w Szczecinie na Rayskiego, jednej z najbardziej gastronomicznych ulicach Szczecina

Jest to mikro miejsce stworzone przez te same osoby które, odpowiedzialne są za cukiernie U Piekarzy Piszą o sobie tak:

Pieczemy. W szale twórczym godnym artystów lub wariatów – to jeszcze musimy ustalić.  Z pełną świadomością rezygnujemy z margaryny, jaj z chowu klatkowego, polepszaczy, konserwantów i gotowców – oddajemy hołd starej szkole piekarstwa i cukiernictwa. Ma być tak jak kiedyś i basta. Jesteśmy dla Was w stanie stuningować ciacha by wyglądały jak domowe, choć pewnie niejeden mistrz cukiernictwa kręci na to głową. Pysznie, domowo to nasza dewiza. Przez naszą piekarnie przechodzą tabuny dzieciaków i dorosłych, którym pokazujemy arkana naszej pracy – słowem nie mamy przed Wami żadnych tajemnic. Sprawdź jakie niespodzianki kryje dla Ciebie nasza stara piekarnia.

A o Chodzą Słuchy piszą tak:

Chodzą Słuchy, że lubimy dobrą kawę, słodki i słony tapas, a nasze tartaletki robimy według tradycyjnej receptury od lat. A, że znamy się na tym trochę, to będzie gluten, będzie słodko, będzie kawa, będzie idealnie na każdą porę dnia.

Co do mojego doświadczenia, mogę powiedzieć, o wielkim, małym miejscu z potencjałem. Wiem, bo chwile tam pracowałem, mając jednocześnie przeświadczenie, że to nie koniec.

W Chodzą Słuchy zjesz deser, ciastka, eklery, wszystko na maśle i dobrym, kruchym cieście. Miejsce jest malutkie, posiada w sobie duży stół stworzony z myślą o laptopowcach. Jeżeli chodzi o klimat, to miejsce tworzą osoby pozbawione ambicji, tak właśnie ambicji, co do bycia super hipsterskim miejscem. Jeżeli miałbym podsumować, jest to miejsce bez nadęcia, hipsteriady. Raczej wypijecie tam kawę w dobrej atmosferze bez oceniania, że zjadasz trzecie ciastko. Wpadnijcie.

Następnie miejsce którego jeszcze nie ma w Szczecinie, ale chodzą plotki, że własnie powstaje. Mowa o kultowych naleśnikach Manekin

Jak mówi gazeta Pomorska:

Pierwsza naleśnikarnia „Manekin” powstała pięć lat temu przy ul. Wysokiej. Założył ją Radosław Kozak, który wpadł na ten pomysł podczas swoich podróży, m.in. po Francji i Włoszech, gdzie dania naleśnikowe są bardzo popularne.

– Tam sprzedawane są naleśniki krepsy, podawane w odwrotny sposób niż u nas, czyli stroną zamykaną na górze. Nasz naleśnik jest okrągły, składany i serwowany nieco inaczej. Do niego proponujemy różne sosy – opowiada Piotr Ochocki, kierownik „Manekina” przy ul. Wysokiej.

Idąc za WSzczecinie.pl:

Jak informuje Andrzej Janusz, koordynator sieci Manekin w Polsce, nie zrezygnowano z otwarcia lokalu w naszym mieście, ale prace wyraźnie spowolniły ze względu na sytuację epidemiczną, która nie sprzyja gastronomii. – Jesteśmy na etapie projektowym i wykonujemy prace sprzątające – wyjaśnia przedstawiciel Manekina.

Czy jest więc szansa, że kultowa naleśnikarnia zostanie otwarta jeszcze w tym roku? – Trudno odnieść się do terminu, gdyż jak Pan zapewne nie raz słyszał „z powodu koronawirusa… „. Nas ta kwestia bardzo dotyczy i gdyby nie ta sytuacja bylibyśmy zapewne na innym etapie prac. Nie wiemy, co będzie działo się na jesień tego roku. Jesteśmy dobrej myśli i powoli przystępujemy do prac.

Będąc na miejscu, słyszałem odgłosy młotów pneumatycznych, wiertarek, oraz ciężkiego sprzętu. Mając na uwadze postęp prac nie spodziewam się otwarcia Manekina w tym roku. Ale kto wie. 🙂

Kolejna miejscówka to Kisiel. Koncept śniadaniowo-brunchowy dla wegan i mięsożerców, stworzony przez młode rodzeństwo Kaśkę i Bartka!

Miałem przyjemność poznać Kasie, która jest kosmitką w dobrym znaczeniu tego stwierdzenia. W Kiślu zjesz na słodko. Ciasta oraz ciasteczka, produkowane tam są przez CudaCelestyny. Zjecie tam, śniadania z których będą zadowoleni weganie, wegetarianie, oraz osoby, które lubią zjeść mięso. Burger z szarpaną wieprzowiną czy sałata cobb z kurczakiem, boczkiem, awokado i serem pleśniowym, to tylko niektóre pozycje jakie zjesz w Kisiel.

Należy zaznaczyć, że Kisiel ma swój kolejny punkt na pogodnie, oraz przygotowuje petardę, Szczeciński Festiwal Dobrego Smaku. Wiem z zaufanego źródła będzie to duże miejsce gdzie będzie można zjeść dużo, dobrze, zdrowo i bardzo różnorodnie.

Na pewno nie udało mi się ująć wszystkich nowych miejsc w Szczecinie, ale mimo tego co się dzieje w około nas ciągle powstają nowe miejsca.

To tyle, jeżeli wpadło wam coś w oko, zobaczyliście jakiś nowy baner, restauracje, kawiarnie, lub knajpę, dajcie znać. Co więcej jeżeli szykujesz dla Szczecina coś smacznego odezwij się  napiszemy o tym.

Kategorie
Artykuły

Pijcie kawę (w) Lokalnie!

Kiedy umawiałem się z Sylwią na lunch, zapytałem, czy idziemy na kawę? Odpowiedziała, chodźmy Lokalnie, lubię lokalnie, ale gdzie, powiedziała, chodźmy do „Lokalnie”). Okazało się, że na prawobrzeżu powstała nowa kawiarnia Lokalnie. Postanowiłem wypróbować.

Nie jestem krytykiem kawowym ani kulinarnym tym bardziej. Na podstawie własnych odczuć mogę powiedzieć czy coś jest fajne, czy nie, oraz czy coś jest smaczne. Może na początek co sami mówią o sobie:

Pomysł stworzenia tego miejsca narodził się kilka lat temu, ale w międzyczasie los podarował nam Kafle przy szczecińskim placu Orła Białego. To właśnie tam zdobywaliśmy pierwsze kawowe szlify i wiedzę o prowadzeniu kawiarni speciality. Jednak wciąż powracaliśmy do myśli o kawiarni we własnym domu…

Teraz…

Nadszedł czas na otwarcie własnej kawiarni speciality na prawym brzegu Odry, w naszej małej ojczyźnie, na osiedlu Słonecznym. Nadszedł czas na Lokalnie!
Czerpiąc z dobrych doświadczeń, chcielibyśmy przenieść je na grunt lokalny/Lokalnie:), bliski naszemu sercu i zaoferować okolicznym mieszkańcom wyjątkową kawę po sąsiedzku, w przyjaznym wnętrzu i domowej atmosferze. To właśnie Lokalnie – dobra kawa i świetna miejscówka na prawym brzegu Odry. Do zobaczenia na kawie!

Kawiarnia Lokalnie SzczecinJak się okazuje, wnętrze jest bardzo ładnie urządzone.

Czego można się spodziewać po kawiarni „Lokalnie” na prawobrzeżu? Bardzo dobra kawa, wraz z osobami wiedzącymi jak tę kawę zaparzyć. Kawiarnia oferuje różne ciasta, ciastka, oraz inne desery pasujące do małej czarnej, oraz do puszystego cappuccino.

Jedno jest pewne, prawobrzeże potrzebuje dobrej kawiarni gdzie osoba za barem wie, co to jest kawa, szanuje produkty a tym samym klienta. Miejsce oferuje również mini ogródek na którym można spędzić czas kiedy pogoda na to pozwala. Trochę o najważniejszym czyli o kawie.  Zarówno amatorzy kaw mlecznych, jak i fani czarnego napoju znajda coś dla siebie. Jeżeli znasz świat kaw speciality znajdziesz coś dla siebie. Drip, Chemex, szybki przelew, też tam będą. Jeżeli spieszyć się do pracy wpadnij również po kawę na drogę, opcja na wynos jest również dostępna. Wpadniecie do Lokalnie by wspierać lokalnie?

Przy tej okazji gorąco was zachęcam do wybierania naszych szczecińskich baristów, zamiast wielkich sieciówek. Wiem, że kubek kawy wielkich koncernów to + 50 do lansu na Instagramie, ale czasem więcej lansu dostarczy kubek z kawiarnia, która dba o to co w tym kubku się znajduje. Pamiętajcie, życie jest za krótkie by pic kiepską kawę. Wpadnijcie do Lokalnie.

 

Kategorie
Ciekawe artykuły

Teatr w Londynie – Wrażenia z wizyty

Teatr w polskim myśleniu to miejsce ekskluzywne. Idziemy do teatru, a dzień ten traktujemy jak  święto, samo w sobie. Nie jestem jakimś częstym bywalcem teatrów, lecz miałem kilkanaście okazji być w tatrach Szczecina, raz w warszawskiej Romie. A jak wygląda Teatr w Londynie?

Nasza wizyta w Londyńskim teatrze była prezentem, który dostałem od Radka na urodziny. Zdecydowaliśmy się na Upiora w Operze, ponieważ łączą nas bardzo osobiste wspomnienia sprzed dziesięciu lat z tym musicalem. Bilety zabukowaliśmy w Her Majesty’s Theatre (dosłownie teatr jej Wysokości) potocznie nazywany King’s Theatre.

Bilety

WW Polsce pokutuje mit, że teatr, lub filharmonia to droga sprawa, na którą trzeba wydać czasem kilkadziesiąt złotych, lub nawet sto i więcej. Nie do końca się z tym zgodzę, zdarzało mi się kupić bilet za 20 zł, czasem za mniej. Bilety w londyńskim teatrze na Upiora wahają się od £30 do £220. Wszystko zależy, gdzie chce się siedzieć. Zamieszcza zrzut ekranu z przykładowej rezerwacji w grudniu. Jak widać, bilety mają duży rozstrzał. My siedzieliśmy przy samej scenie. Jak się wychyliliśmy, pod swoimi nogami widzieliśmy orkiestrę, co miało swój magiczny urok. Mogliśmy zobaczyć jak skrzypek w przerwie między spektaklem, gra sobie na telefonie w scrabble ( ciekawe ile razy już widział Upiora)

Teatr w Londynie: Wrażenia

Jak pisałem wcześniej, dla nas pójście do teatru było świętem. Ubieraliśmy się ładnie, koszula, ładne buty, spodnie w kancik no ogólnie rzecz biorąc, elegancik. Po przyjściu zobaczyliśmy napis: House Full,  co  oznaczało  pełną  salę. Jednak nie przejmowaliśmy się tym ponieważ bilety były zabukowane już dużo wcześniej.

Teatr w Londynie: Ubiór

Poszliśmy do szatni (£2) pozostawić swoje płaszcze. Byłem bardzo zaskoczony ubiorem ludzi. Większość ludzi była ubrana dość swobodnie, by nie powiedzieć, codziennie. Co więcej, cześć ludzi niosła ze sobą siatki z zakupami, papierowe torby ze sklepów odzieżowych. Ludzie wyglądali, jak by wracając z zakupów, po bardzo krótkim namyśle, postanowiło wstąpić na musical. Trafiło się też kilka osób w dresie :). Jak widać, standardy ubioru w Anglii i Polsce różnią się diametralnie.

A może wino, może chipsy?

Przed rozpoczęciem musicalu można było się zaopatrzyć w lampkę/ butelkę wina lub piwa. Drinki bezalkoholowe były także dostępne w barze. Co więcej, swoje drinki można było zabrać na salę. Jeżeli kupowałeś całą butelkę wina, dostawałeś wielorazową foliową torbę, do której pani wsypywała lód, by twoje wino pozostawało zimne. Wszelkie przekąski można było zabrać również na sale. Ktoś może spytać, a szeleszczenie torebek? Mam wrażenie, że wszystko zostało dopracowane, by odbiór przedstawienia przebiegał bez zakłóceń. Torby oraz opakowania przekąsek były z takiego rodzaju folii, który nie szeleścił. Sprytnie prawda? Lampka wina kosztowała nas £9 więc dość znośnie za piwo w Pubie zapłacimy około £5-6). Ciekawe jak zareagowała by obsługa w Polsce kiedy chcielibyśmy wnieść drinka zakupionego wcześniej, a może tak jest? Może w Polsce można wnosić alkohol zakupiony w barze?

 Sala, spektakl

Po wejściu przywitał nas scena, na której były rekwizyty przykryte płótnami. Odniosłem wrażenie, że scena jest bardzo mała jak na spektakl, który miał się odbyć. Miałem wspomnienia z Romy, gdzie był rozmach, scena była ogromna, było mnóstwo rekwizytów zmieniających się co chwila. Chwilę przed rozpoczęciem zostaliśmy poinformowani o zakazie filmowania, wyciszeniu telefonów i tym podobnych rzeczach, światła zgasły i zaczęło się przedstawienie. Jeżeli nie widzieliście nigdy Upiora w Operze, musical rozpoczyna się od licytacji starych przedmiotów, więc jest mrocznie i ciasno. Zaraz potem, następuje wielkie WOW.

Nie będę wam zdradzać, co wywołało u mnie ten efekt WOW. Jednak, jeżeli pamiętacie w swoich głowach to dziecięce uczucie, kiedy wasza szczęka otwiera się szeroko, oczy wychodzą z orbit i nie możesz się nadziwić, jak i co się właśnie wydarzyło, to właśnie takie emocje będą wam towarzyszyć. Przepiękny musical, warty zobaczenia. Niesamowita gra świateł, rekwizytów, płócien oraz teł, jednym słowem magia teatru. Doświadczenie oglądania go w teatrze, którego właścicielem jest Andrew Lloyd Webber, będący trzekompozytorem Upiora w Operze, mówi samo z siebie. Mam nadzieje, że to nie ostatnia wizyta w teatrach Londynu. Może warto zaplanować wizytę w Londynie, choćby tylko po to by zobaczyć musical Upiór w Operze? Zapraszam.

Nie zapomnij kliknąć w nasz profil na FB bądź na bieżąco. 

 

 

Kategorie
Ciekawe artykuły

Mleko kokosowe, jak wybrać te dobre?

Mleko kokosowe, czy wiemy czym ono jest?

Na świecie pojawia się trend, na zdrowe odżywiane. Nie wiem jak wam, ale kiedy w mojej głowie pojawia się slogan zdrowe odżywianie z niewiadomych przyczyn pojawiają się również takie nazwy jak olej kokosowy, w opozycji olej palmowy, oraz do niedawna zupełnie nieznane, a dziś popularne mleko kokosowe.

Czym jest ten zapuszkowany produkt? Jest to popularny składnik kuchni Azji Południowo-Wschodniej, u nas w kraju jest zapuszkowane. Można je otrzymać zalewając miąższ lub rozdrobnioną koprę.

Postaram się przebrnąć przez kilka mlek kokosowych dostępnych w naszych sklepach. Skupie się na ich składzie oraz tym co dodaje się do nich.

 

Hosue of Asia – Mleczko kokosowe.

Firma ta zajmuje się produkcją wielu orientalnych produktów w naszej kuchni.

W swoim składzie można wyróżnić: Ekstrakt z kokosu 57%, woda, stabilizator E466, oraz emulgator polisorbat E435. Co skład mówi nam o produkcie. Ceneo podaje, że zapłacimy za ten produkt 4,99 – 5,00 zł. Tak więc za około 5 zł dostajemy 57% ekstraktu kokosowego, reszta to woda i stabilizatory. W składach produktów na pierwszym miejscu jest to czego jest najwięcej w produkcie. Reasumując za 5 zł dostaniesz połowę mleczka kokosowego, a druga połowa to woda, wypełniacz i stabilizatory.

best regardsMleko kokosowe – Real Thai.

Skład: Ekstrakt kokosowy to aż 95 % a reszta to woda!

Czy to możliwe, że nie znajdziemy tam żadnych wypełniaczy, zagęstników oraz emulgatorów? Tak mówi etykieta. W porównaniu z wcześniejszym kandydatem pozycja numer dwa
wypada nad wyraz dobrze. Brak zagęstników, brak emulgatorów. Mleko to można zakupić w Selgrosie, Tesco. Polecamy.

Mleko kokosowe – Thai Coco Coconut Milk

Thai Coco Coconut MilkSkład: Ekstrakt z kokosa 75%, woda, stabilizator: karboksymetyloceluloza, emulgator: polisorbat 60

Samego kokosa w mleku kokosowym jest 75%, reszta to wypełniacza. Polisorbat znany już z pierwszego mleka, oraz  karboksymetyloceluloza inaczej zwana solą sodową, E466, który również występuje w pierwszym mleku. Literatura mówi, że jest obojętny dla organizmu, jednak mogą być osoby nadwrażliwe na ten środek. Objawami nadwrażliwości mogą być bóle brzucha, wzdęcia lub biegunki. Różnica pomiędzy pierwszym mlekiem, a obecnie opisywanym jest zwartość kokosa. Hosue of Asia posiada 57%, a Thai Coco Coconut Milk ma już 75% miąższu z kokosa.

Roi thai kartonMleko kokosowe w kartonie Roi Thai

Strutkura tego mleka jest również zwarta i mocna. Po otwarciu od razu widać, że mamy do czynienia z znaczną zawartością kokosa. Skład: Ekstrakt z kokosa 99,7%, woda, Guma Guar E412, Xanthan E415, emulgator E435. Żadne z powyższych mlek nie miało tak dużej zawartości ekstraktu z kokosa, praktycznie 100%. Po co w tak dobrym mleku Guma Guar? Przedawkowana powoduje wzdęcia, gazy, biegunkę, ponieważ jest błonnikiem. Xanthan E415 – czyli guma ksantanowa nie jest niczym złym. Jest to również błonnik, który dodaje się by struktura produktu była bardziej elastyczna. Nie jest trawiona, ani wchłaniana przez organizm, pęcznieje w żołądku potęgując uczucie sytości. Przedawkowana, jak każdy błonnik potrafi wywołać biegunki oraz wzdęcia.  Ostatni składnik, dobrze już nam znany E435, czyli polisorbat. Jego specyfikacje można odnaleźć w wcześniejszej części posta lub w dziale składniki w jedzeniu

Mleko kokosowe AmaizinMleko kokosowe –  Amaizin

Niestety, mleko to nie może pochwalić się zbyt dużą zawartością kokosa w swojej puszcze. Jest go jedynie 50%, oraz stabilizator Guma Guar. Mimo tego, że mleko to, ma tak krótki skład, to połowa jego puszki to błonnik. Przecież jak byśmy chcieli mieć dużo błonnika to byśmy sobie zmielili siemienia lnianego. 😉

 

Mleko kokosowe House of Asia Bio kremowe.

W przeciwieństwie do swojego zielonego brata, posiada w sobie 89% kokosa, wodę, oraz jakżeby inaczej, gume guar – nieszkodliwa substanacja naturalna. Czas
najwyższy zajrzeć do naszego niemieckiego sklepu w którym zdarzają się przykłady bardzo dobrych produktów.

 

Vitasia Thai, oraz Mleko kokosowe Freshona coconut milk

Skład: płyn z orzecha kokosowego 82%, woda, stabilizator: sól sodowa karboksymetylo- celulozy czyli E466; emulgator: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych E471, substancja zagęszczająca: guma ksantanowa. Pierwsze i drugie mleko kokosowe, mają identyczny skład, różnią się tylko stroną wizualną. Co prawda mamy dość wysoką zawartość kokosa, jednak równie dużo wypełniaczy, za które nie chcemy płacić.

Reasumując, na rynku znajdziemy te dobre, jak i te złe mleko kokosowe. Większość z nich ma w sobie wypełniacze oraz stabilizatory. Część produktów ma w sobie czasem aż połowę tych niechcianych składników, inne mniej. Warto jednak zwracać uwagę na skład. A jaki on ma być? Najlepiej jak byłby krótki, oraz z największą zawartością składnika podstawowego na początku listy składu produktu.

Smacznego;)

P.S. Jeżeli spodobał ci się nasz artykuł,nie zapomnij podzielić się nim na facebooku i innych mediach społecznościowych. Fajnie jak klikniesz też tę gwiazdkę na dole. 😉

Nazwa Mleka kokosowegoZawartość miazgi kokosowejJakie konserwanty, lub stablizatory, wypełniacze posiada
Hosue of Asia.57%E466, E435
Real Thai karton85%Brak
Thai Coco Coconut Milk75%E466, E435
Real Thai puszka95%Brak
Roi Thai99,7%E412, E415, E435
Amaizin50%E435, E415, E412
House of Asia BIO89%E412
Vitasia Thai, Freshona coconut milk82%E466, E471
Tutaj zamieszczamy podsumowanie całego obszernego artykułu na temat Mlek kokosowych

Kategorie
Ciekawe artykuły

Emigranci nie powinni mieć prawa do głosowania!(?)

Obraz Clker-Free-Vector-Images z Pixabay

Zbliżają się wybory w Polsce, a jak wybory to gorące dyskusje przy stole na kogo głosować, a na kogo zdecydowanie nie. Jednak ja nie o tym…

W związku z tym czasem, moja koleżanka, szukając informacji o tym jak głosować w Londynie, trafiła na forum z wątkami mówiącymi o wyborach. Napisała do mnie smutną informacje, ze bardzo duża ilość Polaków twierdzi, że emigranci nie powinni mieć prawa do głosowania. Zacząłem się zastanawiać, jakie mogą być argumenty przemawiające za tym, by podejmować próby zabierania prawa do głosowania komukolwiek. Udałem się na poszukiwania i znalazłem kilka ciekawych wypowiedzi.

 

Oto niektóre z nich:

Jestem emigrantem, to dla mnie jasne jak dwa i dwa to cztery. Wiec powiem trochę o emocjach emigranta, który patrzy na swój kraj z tęsknotą.

Wiem, że emocji jest tyle ile ludzi. Tęsknota za domem, lub wręcz przeciwnie, frustracja na swój kraj, lub złość. Ja osobiście nosze codziennie mnogość emocji w czasie mojej przygody w emigranta. Codziennie, kiedy budzę się w nieswoim łóżku, oraz jeżdżę po zlej stronie ulicy, targają mną różne uczucia. Najczęściej to chyba tęsknota za znanym środowiskiem, ludźmi, oraz możliwością czucia się w pełni sił intelektualnych. Jako osoba, która włada angielskim tak sobie, często czuje się jak osoba niepełnosprawna intelektualnie, dlaczego? Jak to wygląda w praktyce:

Kiedy rozmawiasz z kim w języku angielskim, w głowie masz piękna wypowiedz, kwiecistą, intelektualnie wysokiej jakości. Często jednak, z twoich ust wychodzi bełkot na poziomie dwulatka. Sytuacje takie są upokarzające, przynajmniej na początku. Większości czasu, przeżywasz podwyższony stan gotowości lub zagrożenia. Dla przykładu, kiedy musiałem zadzwonić na infolinie i wytłumaczyć konsultantowi jakąś skomplikowaną rzecz z wyłączeniem języka ciała, mimiki, dźwięków, oraz wzmożonej gestykulacji. Kolejne emocje, to poczucie, że nie jesteś u siebie. Nie możesz iść do sklepu i kupić kiszonych ogórków, kaszanki, oraz paprykarza szczecińskiego, no chyba ze masz w pobliżu polski sklep. Problemy dla młodego emigranta piętrzą się i wcale z czasem nie jest łatwiej. Podsumowując, ciągłe poczucie wyobcowania, problemów komunikacyjnych, oraz ciągłego braku pewności siebie.Kiedy tak sobie siedzisz na obczyźnie, dochodzą do ciebie głosy, że są ludzie, którym wcale nie podoba się fakt, że możesz iść głosować w wyborach parlamentarnych.

Skoro tak mi źle, ktoś może zadać mi pytanie? Po co to robisz w takim razie? Po co wylatujesz za granice zarabiać w obcej walucie, mówić w obcym języku i zderzać się z tymi trudnościami?

Najczęściej odpowiadam, że dla poczucia swobody, ze mogę być tym kim jestem. Mam pewność, że nikogo nie obchodzi z kim sypiam, czy jestem żydem, tęczowym, czy czarnym. Nikt mi nie powie, że jestem zwyrodnialcem i szerzę homoseksualną propagandę. Tutaj nikogo to nie obchodzi. Ciekawostka, w Londynie na paradzie równości kroczył nasz odpowiednik ZUS-u z hasłem: „nie ważne kogo kochasz my kochamy ciebie”. Wyobrażasz sobie ZUS z takim transparentem? To chyba jeden z głównych argumentów przemawiających za emigracją. Kolejne to typowo ekonomiczny. Nie zjadają mnie tutaj podatki, VAT, ZUS itp. Jeżeli miałbym jeszcze podać jakiś argument, to  mam niesamowitą stymulację mojego mózgu, ponieważ codziennie muszę go wysilać, by wykonać tutaj najprostsze rzeczy, choćby odebranie paczki od kuriera.

Wracam zatem do pytania, czy mam prawo głosować skoro nie jestem w Polsce?

Czytając odpowiedzi ludzi, jak i z jakich przyczyn odebrać Polakom na emigracji prawo do głosowania, dochodze do wniosku, że mamy bardzo kreatywny naród.

  • Odebrać prawo do głosowania, jeżeli jesteś za granica dłużej niż, …. i tu pada jakaś wymyślna liczba, 
  • Ddebrać prawo, jeżeli nie płacisz podatków w kraju.
  • Jeżeli jesteś za granicą „na stałe” w żadnym wypadku nie możesz głosować.

Podsumowanie

Na szczęście jest to eksperyment myślowy, ponieważ nikt nie odbierze Polakom mieszkającym za granicą, prawa do głosowania. Choć sam fakt, ze rodak rodakowi, może powiedzieć takie rzeczy jest smutny. Ja doceniam, że mogę głosować i zrobię to w najbliższy wyborach. Dlatego, by mieć pewność że nikt, nie będzie chciał mi tego przywileju odebrać. Chciałbym kiedyś wrócić do Polski, może kiedy nie będzie podziału na gorszy i lepszy sort? Kiedy naprawdę nie będzie nikogo obchodzić, czy wole chłopców czy dziewczynki. Pragnę kiedyś wrócić do kraju, który będzie różnorodny i kolorowy, uśmiechnięty, ekonomicznie poprawny. Marzy mi się ojczyzna, której filarem będzie mały przedsiębiorca. Chciałbym by ten filar był otoczony troską i opieką. I na końcu, chciałbym by mój kraj nie bawił się w rozdawnictwo pieniędzy za nic, a stwarzał środowisko i przestrzeń do zarabiania na swoje dobra. Margaret Tacher powiedziała

Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeżeli rząd mówi, że komuś coś „da” to znaczy, że zabierze tobie, bowiem rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy 

Z tą myślą, życzę wam dobrych wyborów. Zagłosujcie proszę, serio nie interesuje mnie na kogo. Zagłosujcie w zgodzie z swoim sumieniem. Jestem ciekawy waszej opinii na temat tego czy emigranci mogą głosować. Daj znać w komentarzy, nie zapomnij polubić profilu na fb, oraz udostępnić moje wypociny. Wasz emigrant!

 

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

III cześć porównania mlek roślinnych do kawy

Minęło sporo czasu od momentu powstania I i II części porównania mlek roślinnych do kawy. Obie części skupiały się na składach tych mlek, zawartości mikro i makro elementów, czyli głównie na twardych danych.

W tym artykule chciałbym odpowiedzieć na zasadnicze pytanie. Które mleko roślinne do kawy jest najlepsze? Podczas pracy przy kawie miałem do czynienia kilkoma rodzajami mlek roślinnych. Jedne pasowały bardziej, inne mniej do smaku kawy. Na chwilę obecną, mieszkam w Londynie i pracowałem w pewniej sieciówce. Firma ta oferuje napoje firmy Alpro. Do dyspozycji są: owsiane, kokosowe, migdałowe, sojowe i kilka innych. Jednak w Polsce przerobiłem kilka marek napojów roślinnych.

Chciałbym skupić się na kilku kryteriach jakie w mojej ocenie są ważne, przy wyborze jakie mleko roślinne do kawy wybrać:

Spienianie mleka

Jednym z kryteriów, które można wyróżnić, jest możliwość spieniania mleka. Wasze popularne latte, cappuccino lub inne mleczne kawy z alternatywnym napojem, zastępującym mleko, to nic innego jak espresso zmieszane ze spienionym, oraz podgrzanym mlekiem roślinnym. Proces spieniania mleka roślinnego, nie różni się niczym od spieniania mleka krowiego. Najważniejsze zasady to:

  • Najlepiej jak by mleko było schłodzone.
  • świeże
  • Spieniamy max. do 65 stopni Celsjusza
  • Kiedy spienisz mleko do pożądanej konsystencji, pozbądź się bąbelków i wypoleruj mleko.

Które mleko roślinne nadają się wg mnie najlepiej do spieniania:

Mleko roślinne do kawy Najlepiej do spieniania nadają się mleka: kokosowe, migdałowo-ryżowe firmy Vitariz, migdałowe, oraz sojowe. Najmniej nadają się mleka ryżowe, orkiszowe, w większości owsiane np marki własnej Kaufland. Mleko firmy Oatly barista (owsiane)-to jedno z mlek, które najlepiej mi się udawało spienić, a Oat Drink, którego używamy, pieni się dość nieźle, lecz nie tak dobrze, jak mleko Oatly. Pracowałem także z Valsoia, dość niezłe, choć trochę kapryśny napój. Morał z tego taki, że mleko sojowe lub owsiane firmy A, nie będzie tak dobrze się pienić jak owsiane lub sojowe mleko lecz firmy B.  Decyduje tutaj body mleka. A co to jest body?

Body

https://www.shutterstock.com/pl/g/radziem

Inaczej mówiąc, mowa tutaj o teksturze własnej płynu. Z języka angielskiego body oznacza ciało. Czy mleko może mieć swoje ciało? By to sobie wyobrazić, wyobraźcie sobie trzy rodzaje zwykłego krowiego mleka, tłuste, półtłuste oraz odtłuszczone, a na końcu wodę. Najgęstsze body będzie miało mleko tłuste, kolejno półtłuste, oraz odtłuszczone, a na końcu woda. Inaczej mówiąc, body to odczuwanie konsystencji płynu. Gęste body posiadają mleka gęste, kokosowe, migdałowe, sojowe. Najmniejsze te najbardziej wodniste, owsiane oraz ryżowe. Choć warto tutaj zaznaczyć, że mleko sojowe jednej firmy, będzie miało całkowicie inne body niż mleko sojowe innej firmy. Za body odpowiedzialne jest udział tłuszczu i białka w danym napoju. Im większe zawartość szczególnie tłuszczu, tym bardziej odczuwalne będzie body. Kolejne kryterium to:

Latte Art

Kryterium, które sobie ułożyłem w głowie to łatwość robienia rysunków na kawie, czyli serduszek, rozet i co tam jeszcze często można sobie narysować na kawie. I tutaj znowu najlepiej pracowało mi się z mlekami firmy Vitariz, a aktualnie z mlekiem Oatly, którego używam do pracy z kawą. Najmniej przyjemne doświadczenia mam z  mlekami sojowymi. Mają tendencje do „zważenia” się lub robienia kleksów na sam koniec, mam tutaj odczucie jakby „body” tłustość, tego mleka była zbyt duża. Totalnie nie radziłem sobie również z napojami, ryżowymi, oraz orkiszowymi. Wszystkie te rysunki na zdjęciach, powstały na bazie espresso i mlekach roślinnych. Jak widać, na tym ostatnim zdjęciu struktura jest trochę kleksowata, ale to mleko sojowe. Jak wspominałem z nim mam trochę trudności. Takie same trudności mam z mlekiem odtłuszczonym. 

 

Mleko roślinne, a smak kawy

Tutaj mam największe trudności z obiektywnością. Mleko nie powinno przeszkadzać w smaku, nie powinno go dominować, ale dobrze się komponować z espresso. Mleko sojowe niesie ze sobą, swój sojowy posmak, zarówno jak napój kokosowy, smak kokosa. W mojej ocenie, słodyczy dodaje owsiane, ryżowo-owsiane Vitariz, oraz ogólnie mleka owsiane, które zdają się być neutralne, przy czym zapewniają kremowe body. Moim zdaniem świetnie sprawdzają się napoje migdałowe, ponieważ są w miarę neutralne w smaku, a zapewniają również, kremową teksturę napoju. Oczywiście, to także zależy od osoby, bo jednym ten sojowy, kokosowy posmak nie będzie przeszkadzać innym już tak. 

Mleko roślinne do kawy – skład

Ostatnie, ale wcale nie najmniej ważne kryterium to skład mleka, czy napoju roślinnego. Wg mnie im mniej tym lepiej. Często producenci wrzucają do swoich napojów trochę stabilizatatorów, zagęstników, lub wypełniaczy. Dla przykładu: Mleko Alpro sojowe: Woda, obłuszczone ziarno soi (6,4%), regulatory kwasowości (fosforany potasu), węglan wapnia, (maltodekstryna), stabilizator. Vitariz mleko migdałowo ryżowe: Woda, ryż*(11%), pasta migdałowa*, olej słonecznikowy zimno tłoczony*, sól morska. Jedno mleko posiada wypełniacze, drugie już nie. Kiedy mogłem decydować co serwować ludziom, wybierałem te napoje z krótkim składem. Kiedy nie było mleka z dobrym składem w sklepie, nie miałem żadnego. Wybieraj napój bez zbędnych składników w składzie. Pamiętaj, kupuj napój z największą zawartością składnika głównego. Jeżeli kupujesz mleko migdałowe, sprawdź ile migdałów jest w składzie.  Tak samo, owsiane, kokosowe i inne.

Podsumowanie

Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, które mleko roślinne do kawy? Na wybór składa się, suma doświadczeń z różnymi napojami, prywatne preferencje smakowe, oraz podejście do jakości. Sam upodobałem sobie Vitariz,oraz Oatly  ze względu na łatwość pracy z tym napojem, skład, który jest krótki, oraz stosunek jakości do ceny. Jeżeli miałbym ci polecić coś na początek do testów, wybierz Vitariz lub Oatly. Jednak bardzo ciekawi mnie, jeśli masz doświadczenie z innymi napojami. Może jesteś baristą z wieloletnim doświadczeniem i coś podpowiesz. Być może jesteś pasjonatem i wiesz coś, co pomoże użytkownikom w  dobraniu odpowiedniego dla siebie napoju. Daj znać, komentarzem pod spodem, nie zapomnij nas kliknąć profilu na Facebooku, bądź na bieżąco.  

P.S. Jeżeli spodobał ci się nasz artykuł,nie zapomnij podzielić się nim na facebooku i innych mediach społecznościowych (ikonki poniżej). Fajnie jak klikniesz też tę gwiazdkę na dole. 😉

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Jaglana, nowa bezglutenowa kuchnia w Szczecinie

 

Znacie Jaglaną? Nowa knajpa z dobrym jedzeniem dla ludzi, którzy nie jedzą mięsa oraz starają sie  jadać trochę zdrowiej niż przeciętny Kowalski. Bistro Jaglana na swoim facebooku piszą, że ich dania są bezglutenowe. Jako nieliczni posiadają certyfikat menu bez glutenu. Otwarci są od lipca 2018 roku. Mieszczą się w centrum miasta na alei Piastów 75. Byliśmy tam razem z Radkiem chwilę przed wylotem do Londynu. Kiedy weszliśmy do knajpy, zamówiliśmy wege burgera, curry z banana i dyni, oraz spaghetti wegańskie (pomidory, rukola, orzechy).

Jedzenie

Było bardzo smacznie. Spaghetti nie urwało mi niczego, w sensie było bardzo smaczne: bezglutenowy makaron, pomidory, sos, bazylia. Takie zwykłe spaghetti. Curry z bananem i dyni… oj, co to było za jedzenie. Przywołało mi wspomnienia z Azji, ponieważ miało bardzo orientalny smak. Było świetnie doprawione. Sos był obłędny, jego słodkość, pikantność i wytrawność były doskonale zbalansowane. Sam fakt połączenia banana i curry był zachęcający.

Burger był wyśmienity. Może nie z powodu środka (był przepyszny), lecz z powodu bułki, które Jaglana robi sama. Bułka oczywiście jest bezglutenowa, a do tego bardzo smaczna. Smaczność i bezglutenowość pieczywa dość rzadko chodzi w parze. Jako terapeuta dzieci z autyzmem miałem bardzo dużo styczności z jedzeniem bezglutenowym, zanim stało się modne. Pamiętam pieczywo, które dzieci miały w swoich dietach… nie było zachęcające i do tego napakowane emulgatorami i gliceryną dla zachowania świeżości. Pieczywo w Jaglanej stosowane w burgerach było nieporównywalnie lepsze.

Kiedy chcieliśmy zjeść burrito, okazało się, że niestety wyszło. Podobnie jak kompot. Kiedy jestem w knajpie i dowiaduję się, że coś się skończyło, targają mną ambiwalentne uczucia. Smutek i zgryzota, ponieważ miało się ochotę na to coś. A z drugiej strony uświadamiasz sobie, że to dobrze, bo wszystko jest robione na bieżąco i bez półproduktów. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Lokal, obsługa klienta, ceny

Lokal utrzymany jest w klimacie dość surowym. Było zimno 😉 może jakaś awaria ogrzewania? Stoliki, krzesła, pastelowe kolory. Wystrój knajpy mnie nie zaskoczył. Było czysto i schludnie. Obsługa bardzo przyjemna. Ceny dość przystępne. Jest to jedna z niewielu opcji na rynku Szczecina, gdzie można zasmakować w kuchni roślinnej, a do tego w 100% bezglutenowej. Ma to ogromne znaczenie dla osób dotkniętych celiakią, jak i zwykłą nietolerancją glutenu. Moda na żywność bezglutenową trwa już kilka lat, więc Jaglana ma szanse na wstrzelenie się w dobry czas dla swojej działalności.

Minęły już czasy, kiedy kuchnia wegetariańska była nudna, bez smaku i szara jak spalony szpinak. Obecnie kuchnia roślinna czerpie z całego świata, gdzie mięso nie wyraża statusu społecznego, a rośliny są ogromną częścią diety człowieka. Cała Azja, obydwie Ameryki, Meksyk to kopalnia inspiracji dla kuchni wegańskiej i wegetariańskiej. Widać to na rynku ogólnopolskim. Serwis happycow, podaje, że w Szczecinie mamy tylko kilka restauracji gdzie  kuchnia jest tylko wegetariańska, Warszawa ma ich ponad 40. Szczecin jest jednak dość ubogi, jeżeli chodzi o ofertę dla typowych wege świrów. Co prawda mamy niezrównane 5 Smaków na Prawobrzeżu, Jak Malina oraz Prasad na Lewobrzeżu. Reszta to restauracje, knajpy lub inne przybytki z opcjami wege. Tym bardziej na uwagę zasługuje Jaglana jako kolejna miejscówka na mapie Szczecina.

Podsumowanie

Nie mam żadnych argumentów, by odradzać wam odwiedzenia Jaglanej. Mam za to dużo argumentów, by powiedzieć wam, że warto tam pójść:

  • gwarancja jakości,
  • przystępne ceny,
  • brak konserwantów, syfu z marketów:
    • oleju palmowego (mam nadzieję),
    • mrożonek,
    • kiepskiego podejścia do jakości.

Dlaczego tak myślę? Może dlatego, że sami właściciele mają swoje problemy z nietolerancjami oraz poważnie podchodzą do serwowania dobrej jakości.

Idźcie do Jaglanej, dajcie znać, czy wam smakowało. Pozdrówcie ich ode mnie.

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Jadłodzielnia, piękna idea

Szczecin, coś z waszego podwórka, ale również z podwórka ogólnopolskiego. Będąc w Szczecinie na Zdrojach Krzyżówce, zauważyłem pewną skrzynię z napisem jadłodzielnia, ale zanim o niej, to:

Obraz autorstwa coombesy na Pixabay

Usiądź wygodnie zamknij oczy, pomyśl przez chwilę jak mocno przejedzony byłeś w te święta? Brzuch pełny? Guzik od koszuli mógł robić za pocisk jak z pistoletu, a może spodnie jakieś ciaśniejsze? No dobra, wiele żarcia prawda? Sałatka jarzynowa, ryba po grecku, śledzie, pierogi… Ale tego było. W sylwestra dojadamy ostatki. Dziś już po świętach, przed nami kolejne, wielkanocne.

No a co robimy, z którego jedzeniem już nikt nie chce jeść?

Do kosza albo za okno, bo przecież ptaszki się najedzą, koty lubią rybkę, a pieseły uwielbiają szperać w trawnikach po świętach, tyle dobroci. No dobrze mamy za sobą już dwa scenariusze tak nam znane. Pierwszy, wywalić do śmieci, drugi, przez okno lub zanieść do lasu, dziki się ucieszą. A gdyby tak wybrać bramkę numer trzy, w której wszyscy wygrywają? Widzicie te skrzynie na zdjęciu poniżej?

To jadlodzielnia, miejsce, gdzie każdy, komu zbywa, może przynieść jedzenie i istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś na nim skorzysta. O co tak naprawdę chodzi?

Na świecie marnuje się rocznie 1,3 mld ton żywności rocznie
(wg raportu FAO z 2013 roku). Taka ilość wystarczyłaby na
wyżywienie wszystkich mieszkańców Polski przez 66 lat Z
tego 88 milionów ton marnuje się w samej Unii Europejskiej.
Najwięcej odpadów produkują konsumenci (53%) oraz przetwórcy (19%).

Dużo kupujemy, często marnujemy, ponieważ uważamy, że coś już jest za stare lub już nam się nie che tego jeść. Jadlodzielnia to pomysł gdzie każdy może przynieść to, na czym aktualnie mu zbywa. Makowiec, sernik, ryba, sałatka jarzynowa. To wszystko można przynieść do jadlodzielni i więcej się tym nie martwić.

Wiecie, że tak naprawdę nie chodzi tylko o to, co wyrzucamy do kosza, tylko ile energii, wody, było potrzebne do wyprodukowania jedzenia. Przykładowo:

Wyrzucona kanapka z serem to aż 90 litrów zmarnowanej wody a kilogram wyrzuconych ziemniaków to strata
300 litrów. Aby wyprodukować kilogram wołowiny potrzeba
ok. 10-30 tysięcy litrów wody. Na każdy kilogram wyprodukowanej żywności uwalniane jest do atmosfery 4,5 kg CO2,

O to, jak siebie opisują sami działacze jadłodzielni:

Działania Jadłodzielni

  •   Udostępniamy przestrzeń do dzielenia się żywnością i dbamy o czystość naszych pomieszczeń
  •  odbieramy żywność z miejsc, gdzie jest jej w nadmiarze, i przewozimy do Jadłodzielni
  •  jesteśmy w stałym kontakcie z naszymi darczyńcami i nadal poszukujemy nowych
  •  umożliwiamy wymianę innych dóbr, które są w dobrym stanie i mogą posłużyć jeszcze komuś innemu: od odzieży, zabawek, książek aż po talerze, miski czy sprzęt AGD
  •  prowadzimy tablicę ogłoszeń – umieszczamy na niej informacje o dużych przedmiotach do oddania, o osobach, które potrzebują pomocy itp.
  •  pomagamy konkretnym osobom w trudnej sytuacji życiowej
  •  promujemy ideę foodsharingu – m.in. na Szczecińskim Bazarze Smakoszy w OFF Marinie,
  •  rozmawiamy, słuchamy, udzielamy informacji, wsparcia.

Jakie są korzyści, kiedy jedzenie, którego nie chcesz trafi do „szafy” jadłodzielni?

Wypunktuje:

1. Nie marnujesz jedzenia, istnieje duża szansa, że osoba bezdomna, starsza, lub po prostu biedna podejdzie i weźmie to, co jest aktualnie w szafie.

2. Nie trujesz zwierząt, psy z uszkodzonym przełykiem od ości, zakrzsztuszenia, zatrucia jadem kiełbasianym, to w najlepszym wypadku noc głowy dla psa i właściciela, bo ma sraczko-rzygaczke, w najgorszym operację, lub śmierć czworonoga.

Kaczkom nie służy: chleb, bułeczka, ciasteczko lub co innego. Jasne zjedzą, bo są głupie jak my ludzie… My też pijemy wódkę i palimy papierosy, mimo że nas trują.

3. Pomożesz komuś, kto nie ma kasy, jest biedny lub bezdomny, lub nie umie gotować ;]

4. Fejm sława i połechtane ego, zrób sobie fotkę wrzuć na fejsbuczka. Otaguj i prócz sławy i fejmu promuj fajne postawy.

Takie szafy funkcjonują w innych miastch: Lublin, Toruń, Olecko, Warszawa, Zielona Góra, Międzyrzec, Białystok, Szczytno, Gorlice, Ełk, Zamość, Leszno, Piaseczno, Poznań, Konstancin Jeiorna i wielu wielu innych miastach. Widziłeś u siebie w mieście takie miejsce?

Pamiętaj o tej szafie, kiedy będziesz wyrzucać jeszcze nierozpakowane jedzenie.

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy Taste Travel prywatnie

Pierwszy dzień z życia emigranta

Emigracja, to hasło nie jest nacechowane pozytywnie. Kiedy wsiadałem do samolotu, uświadomiłem sobie, że w momencie, kiedy koła samolotu oderwą się od płyty lotniska zostanie emigrantem.

Zostać nim nie łączy się z odznaka przedszkolaka, a raczej z tęsknotą za krajem, bliskimi, psem i ukochaną osobą.
Jak się czuje osoba, która sama sobie serwuje wyjazd do Anglii w celu zmiany swojego życia? Ludzie którzy, dowiadywali się, że noszę się z takimi planami, totalnie nie rozumieli takiej decyzji. Argumenty, które najczęściej towarzyszą emigracji, totalnie mnie nie dotyczyły. Argument finansowy w żadnym wypadku, ponieważ miałem świetnie płatną pracę terapeuty i żyłem na dostateczny poziomie. Kolejna sprawa to brexit. Moment, kiedy firmy się pakują z Londynu i UK, nie napawa radością. No i w końcu stabilizacja, która w Polsce osiągnąłem, a z której muszę totalnie zrezygnować chcąc mieszkać w Londynie. Niestety lub stety nie oczywistość decyzji człowieka bywa porażająca. Kiedy ekonomia mówi, wybierz pracę w której dostaniesz 100 zł/h, ty często wybierasz pracę za 10 zl/h, bo nie możesz już znieść swojej dobrze płatnej roboty, a wolisz rzeźbić w mydle lub dziergać bombki.

Wracając do pytania tytułowego, jak się czuje emigrant pierwszego i drugiego dnia?

Kiedy zaczyna cię dopadać zmęczenie ciągnięcia walizki, podróży metrem, autobusem i zaczynasz na bieżąco

translatować rzeczywistość, zadawałem sobie podstawowe pytanie, CO JA ROBIĘ ZE SWOIM Życiem? Przecież w

Szczecinie jest ciepłe łóżko kochający człowiek i pies, którego kochasz.

Kolejny zwrot akcji to poranek dnia następnego. Budzisz się i dociera do ciebie fakt: to nie jest sen. Kiedy uświadomiłem sobie, że to się już dzieje… przechodziłem przez szereg

emocji. Niedowierzanie, frustrację, ekscytacje i na końcu wejście w tryb zadaniowy. Kiedy trzaskasz drzwiami od mieszkania i idziesz na autobus, mózg wskakuje na tryb jak na spidzie, ponieważ nic nie jest oczywiste i proste. Wszędzie musisz dotrzeć po raz pierwszy, oraz zrobić po raz pierwszy. To wszystko jest to dość pozytywne uczucie może nie w 100%, ze względu na to, że mózg nie znosi zmian.

Czas na pierwszy dzień w nowej pracy. Totalnie nowi ludzie, szef anglik, z którym musisz wymieniać informacje, oraz uprawiać smol tok. To wszystko jest tak egzotyczne… Pozytywne, paskudnie męczące, ale ekscytujące. Mówią, że

jestem w czepku urodzony. Przyjeżdżam do Anglii i dostaje od razu pracę i to taka, którą lubię.

Ciągle Niedowierzanie będzie jeszcze towarzyszyć przez długi czas. Koniec bardzo długiego dnia, bo 14-godzinnego zwiastuje odpoczynek. Siedzę w metrze i skrobie te notkę by nie zatarły się emocje. Jestem totalnie zmęczony, skrajnie zadowolony z siebie. Nie zgubiłem się ani razu, potrafiłem sprostać wymianie informacji z szefem.

To był dobry, pierwszy dzień emigranta.

Aktualizacja, oczywiście, że się zgubiłem :p jakże by inaczej, wracałem 2,5h do domu zamiast godziny.

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Czy to koniec z plastikami w Europie?

Czy wiecie, że niedawno Parlament Unii Europejskiej poparł wprowadzenie na terenie Unii Europejskiej zakazu wykorzystywania i sprzedaży przedmiotów z plastiku jednorazowego użytku, dla których dostępne są alternatywy, takich jak plastikowe sztućce, słomki, talerze oraz patyczki do uszu.

Zakaz miałby obowiązywać od 2021 roku. Do 2025 wszystkie plastiki, których nie da się w dość dobry sposób przetworzyć ponownie, będą musiały być zredukowane do niezbędnego minimum. Europosłowie chcą, by wszystkie butelki plastikowe, które są używane w krajach Unii Europejskiej były poddawane recyklingowi.

Myślicie, że plastik to tylko plastikowe butelki i tak popularne słomki? W zadnym przypadku, to także popularne wieczka do kubków z kawą, to opakowania do burgerów, reklamówki, opakowania do jedzenia na wynos, oraz soki dla dzieci. Plastik to także, folia spożywcza oraz folia do pakowania. Worki na śmieci to również problem naszego świata.

Czy przyłapaliście się kiedyś na myśleniu: po co pakuje śmieci organiczne (obierki, skorupki po jajkach, odpadki spożywcze) do plastikowego worka? Czy nie lepiej by było rzucić je luzem na kompost?

Słyszeliście o akcji „pije bez słomki”? to akcja propagująca picie napojów bez plastikowych słomek w ramach dbania o naturę. Wiecie że 100%  ptaków i 60% żółwi przebadanych przez naukowców miało w swoich organizmach plastik?

A wiecie skąd wzieła się ta akcja? Lawina ruszyła po tym filmie:

Okazało się, że przedmiot wyciągnięty z nosa tego żółwia to była… właśnie plastikowa słomka, która zalegała w nosie tego zwierzęcia od dłuższego czasu.

Globalne roczne zużycie plastiku osiągnęło obecnie ponad 320 milionów ton, więcej plastiku wyprodukowanego w ciągu ostatniej dekady niż kiedykolwiek wcześnie

Plastics Europe. Tworzywa sztuczne – fakty 2016: analiza europejskich produkcji tworzyw sztucznych, popytu i danych o odpadach. Preprint na http://www.plasticseurope.org (2016).

Nie mam dla was dobrej informacji, to że przestaniecie pić napoje z słomką nie spowoduje to wzrostu czystości w oceanach. Słomki to 0,03% a Europa jest na przedostatnim miejscu, jeżeli chodzi o plastik w oceanach. To że nagle w kafejce poprosicie o napój bez słomki, nie wiele wniesie do ochrony oceanów. Wiec co możemy zrobić? Jak, jako europejczyk możemy pomóc światu w ograniczaniu śmieci?

Możecie:

    1. Nie kupować wody w butelkach plastikowych , kupcie wielokrotne butelki i nalewajcie wody z kranów Ja np używam butelek wielokrotnego użytku Contigo. Butelki te są świetne, można je myć w zmywarce, są szczelne i to nawet bardzo, mają dziubek i przycisk. Dzięki budowie kubków można je pić jedną ręką.

2. Wspierajcie organizacje które propagują ekologiczne rozwiązania swoją darowizną. Wiem, że najtrudniej sięgnąć do kieszeni, łatwiej jest poprosić o napój w kawiarni bez słomki, lub wieczka. https://wasteaid.org/donate/

3. Postarajcie się, nie używać plastików, może nie tyle by zanieczyszczać oceanów, bo to raczej im nie pomoże, ale by pokazywać swoją postawę dbałości o naturę, ekologię, a docelowo aktywne wspieranie instytucji wspierających ekologiczne rozwiązania. Może z czasem nowa świadomość zacznie docierać do większej ilości osób.

Już nawet w Azji zaczyna się dostrzegać problem plastiku. W popularnych sklepach 7-eleven na ekranach pojawiają się przekreślone plastiki. Niestety, do każdego zakupy sprzedawca daje nam reklamówkę. Nawet kiedy kupujesz wodę w butelce dostajesz z automatu słomkę i reklamówkę. Jak to mówią każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku, tak wiec Azjo tak dalej.

4. Pijcie kranówkę, serio! Kranówka jest zdatna do picia i to nawet bez przegotowania. Jeżeli wlejesz ją do swojego bidonu na wodę to już w ogóle 100 punktów do fejmu i sławy.

5. Jeżeli macie swoją knajpę, restauracje, zrezygnujcie możliwie mocno z plastikowych sztućców, talerzy itp. Dołączcie do akcji Pije wodę z kranu.  W Polsce są to miejsca oznaczone naklejką:

Wiem, że w Londynie dostępna jest tak zwana tappwater, czyli woda z kranu. Można o nią poprosić, z zasady nie powinna nic kosztować.

6. Jeżeli macie możliwość, kompostujcie obierki, skórki po owocach warzywach, dawajcie swojemu psu jak lubi, ( nie wszystkie, sprawdźcie pierw czego pies lub inne zwierze jeść nie może) wrzucajcie na kompostownik, lub używajcie papierowych toreb np z Lidla w celu wyrzucenia ich na śmieci. Pakując je w plastik odbieracie im możliwość szybkiego rozkładu

7. Zabieraj ze sobą kubek do kawy i jak bierzesz ja na wynos, proś o kawę do swojego kubka wspieraj kawiarnie, które biorą udział w akcji z własnym kubkiem. Ja również używam termosu contigo. Szukaj hasztag: #zwlasnymkubkiem. Kliknij w logo po lewej stronie, jest tam mapa miejsc, które oferują zniżki i rabaty za własny kubek. 

8. Staraj się żyć z myślą zero west (zero śmieci) jeżeli kupujesz owoce, warzywa to może nie zawsze musisz brać jednorazówek?

I na koniec pomyśl o ograniczaniu ryb i mięsa, w myśl zasady mniejszy popyt, mniejsza podaż. Wiem wiem, dużo tych możliwości, ale warto czasem robić coś więcej by nie powspierać swojego próżnego podejścia to ekologii. Poczytaj o tym czy to czy zrezygnujesz ze słomki uratuje życie w oceanach. Największy procent śmieci w oceanach to pozostałości po sieciach rybackich, wcale nie słomki.

 

Jeżeli nie przemawia do ciebie opcja zero waste, albo masz gdzieś słomki to pomyśl, że mógłbyś rzadziej wyrzucać śmieci. To już przemawia do wyobraźni.  Mimo że film powyżej mnie zainspirował, to do filmu Everyday Heroo mam dość ambiwalentne podejście. Z jednej strony nie sposób się z nim nie zgodzić ponieważ podaje twarde dane, na temat tego, że nasze „poproszę bez słomki” na nie wiele się zda. Z drugiej jednak strony uważam, że każdy przejaw ekologicznej postawy jest cenny. Chodzi chyba tylko o to, by nie poprzestawać na ekologi na pokaz, tylko wdrażać dodatkowe działania w postaci np, donacji na stowarzyszenia, lub ograniczenia jedzenia ryb, lub owoców morza. Przecież łatwiej powiedzieć, poproszę bez słomki, niż odmówić sobie pysznego morszczuka z North Fisch-a?