Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

III cześć porównania mlek roślinnych do kawy

Minęło sporo czasu od momentu powstania I i II części porównania mlek roślinnych do kawy. Obie części skupiały się na składach tych mlek, zawartości mikro i makro elementów, czyli głównie na twardych danych.

W tym artykule chciałbym odpowiedzieć na zasadnicze pytanie. Które mleko roślinne do kawy jest najlepsze? Podczas pracy przy kawie miałem do czynienia kilkoma rodzajami mlek roślinnych. Jedne pasowały bardziej, inne mniej do smaku kawy. Na chwilę obecną, mieszkam w Londynie i pracowałem w pewniej sieciówce. Firma ta oferuje napoje firmy Alpro. Do dyspozycji są: owsiane, kokosowe, migdałowe, sojowe i kilka innych. Jednak w Polsce przerobiłem kilka marek napojów roślinnych.

Chciałbym skupić się na kilku kryteriach jakie w mojej ocenie są ważne, przy wyborze jakie mleko roślinne do kawy wybrać:

Spienianie mleka

Jednym z kryteriów, które można wyróżnić, jest możliwość spieniania mleka. Wasze popularne latte, cappuccino lub inne mleczne kawy z alternatywnym napojem, zastępującym mleko, to nic innego jak espresso zmieszane ze spienionym, oraz podgrzanym mlekiem roślinnym. Proces spieniania mleka roślinnego, nie różni się niczym od spieniania mleka krowiego. Najważniejsze zasady to:

  • Najlepiej jak by mleko było schłodzone.
  • świeże
  • Spieniamy max. do 65 stopni Celsjusza
  • Kiedy spienisz mleko do pożądanej konsystencji, pozbądź się bąbelków i wypoleruj mleko.

Które mleko roślinne nadają się wg mnie najlepiej do spieniania:

Mleko roślinne do kawy Najlepiej do spieniania nadają się mleka: kokosowe, migdałowo-ryżowe firmy Vitariz, migdałowe, oraz sojowe. Najmniej nadają się mleka ryżowe, orkiszowe, w większości owsiane np marki własnej Kaufland. Mleko firmy Oatly barista (owsiane)-to jedno z mlek, które najlepiej mi się udawało spienić, a Oat Drink, którego używamy, pieni się dość nieźle, lecz nie tak dobrze, jak mleko Oatly. Pracowałem także z Valsoia, dość niezłe, choć trochę kapryśny napój. Morał z tego taki, że mleko sojowe lub owsiane firmy A, nie będzie tak dobrze się pienić jak owsiane lub sojowe mleko lecz firmy B.  Decyduje tutaj body mleka. A co to jest body?

Body

https://www.shutterstock.com/pl/g/radziem

Inaczej mówiąc, mowa tutaj o teksturze własnej płynu. Z języka angielskiego body oznacza ciało. Czy mleko może mieć swoje ciało? By to sobie wyobrazić, wyobraźcie sobie trzy rodzaje zwykłego krowiego mleka, tłuste, półtłuste oraz odtłuszczone, a na końcu wodę. Najgęstsze body będzie miało mleko tłuste, kolejno półtłuste, oraz odtłuszczone, a na końcu woda. Inaczej mówiąc, body to odczuwanie konsystencji płynu. Gęste body posiadają mleka gęste, kokosowe, migdałowe, sojowe. Najmniejsze te najbardziej wodniste, owsiane oraz ryżowe. Choć warto tutaj zaznaczyć, że mleko sojowe jednej firmy, będzie miało całkowicie inne body niż mleko sojowe innej firmy. Za body odpowiedzialne jest udział tłuszczu i białka w danym napoju. Im większe zawartość szczególnie tłuszczu, tym bardziej odczuwalne będzie body. Kolejne kryterium to:

Latte Art

Kryterium, które sobie ułożyłem w głowie to łatwość robienia rysunków na kawie, czyli serduszek, rozet i co tam jeszcze często można sobie narysować na kawie. I tutaj znowu najlepiej pracowało mi się z mlekami firmy Vitariz, a aktualnie z mlekiem Oatly, którego używam do pracy z kawą. Najmniej przyjemne doświadczenia mam z  mlekami sojowymi. Mają tendencje do „zważenia” się lub robienia kleksów na sam koniec, mam tutaj odczucie jakby „body” tłustość, tego mleka była zbyt duża. Totalnie nie radziłem sobie również z napojami, ryżowymi, oraz orkiszowymi. Wszystkie te rysunki na zdjęciach, powstały na bazie espresso i mlekach roślinnych. Jak widać, na tym ostatnim zdjęciu struktura jest trochę kleksowata, ale to mleko sojowe. Jak wspominałem z nim mam trochę trudności. Takie same trudności mam z mlekiem odtłuszczonym. 

 

Mleko roślinne, a smak kawy

Tutaj mam największe trudności z obiektywnością. Mleko nie powinno przeszkadzać w smaku, nie powinno go dominować, ale dobrze się komponować z espresso. Mleko sojowe niesie ze sobą, swój sojowy posmak, zarówno jak napój kokosowy, smak kokosa. W mojej ocenie, słodyczy dodaje owsiane, ryżowo-owsiane Vitariz, oraz ogólnie mleka owsiane, które zdają się być neutralne, przy czym zapewniają kremowe body. Moim zdaniem świetnie sprawdzają się napoje migdałowe, ponieważ są w miarę neutralne w smaku, a zapewniają również, kremową teksturę napoju. Oczywiście, to także zależy od osoby, bo jednym ten sojowy, kokosowy posmak nie będzie przeszkadzać innym już tak. 

Mleko roślinne do kawy – skład

Ostatnie, ale wcale nie najmniej ważne kryterium to skład mleka, czy napoju roślinnego. Wg mnie im mniej tym lepiej. Często producenci wrzucają do swoich napojów trochę stabilizatatorów, zagęstników, lub wypełniaczy. Dla przykładu: Mleko Alpro sojowe: Woda, obłuszczone ziarno soi (6,4%), regulatory kwasowości (fosforany potasu), węglan wapnia, (maltodekstryna), stabilizator. Vitariz mleko migdałowo ryżowe: Woda, ryż*(11%), pasta migdałowa*, olej słonecznikowy zimno tłoczony*, sól morska. Jedno mleko posiada wypełniacze, drugie już nie. Kiedy mogłem decydować co serwować ludziom, wybierałem te napoje z krótkim składem. Kiedy nie było mleka z dobrym składem w sklepie, nie miałem żadnego. Wybieraj napój bez zbędnych składników w składzie. Pamiętaj, kupuj napój z największą zawartością składnika głównego. Jeżeli kupujesz mleko migdałowe, sprawdź ile migdałów jest w składzie.  Tak samo, owsiane, kokosowe i inne.

Podsumowanie

Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, które mleko roślinne do kawy? Na wybór składa się, suma doświadczeń z różnymi napojami, prywatne preferencje smakowe, oraz podejście do jakości. Sam upodobałem sobie Vitariz,oraz Oatly  ze względu na łatwość pracy z tym napojem, skład, który jest krótki, oraz stosunek jakości do ceny. Jeżeli miałbym ci polecić coś na początek do testów, wybierz Vitariz lub Oatly. Jednak bardzo ciekawi mnie, jeśli masz doświadczenie z innymi napojami. Może jesteś baristą z wieloletnim doświadczeniem i coś podpowiesz. Być może jesteś pasjonatem i wiesz coś, co pomoże użytkownikom w  dobraniu odpowiedniego dla siebie napoju. Daj znać, komentarzem pod spodem, nie zapomnij nas kliknąć profilu na Facebooku, bądź na bieżąco.  

P.S. Jeżeli spodobał ci się nasz artykuł,nie zapomnij podzielić się nim na facebooku i innych mediach społecznościowych (ikonki poniżej). Fajnie jak klikniesz też tę gwiazdkę na dole. 😉

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Jaglana, nowa bezglutenowa kuchnia w Szczecinie

 

Znacie Jaglaną? Nowa knajpa z dobrym jedzeniem dla ludzi, którzy nie jedzą mięsa oraz starają sie  jadać trochę zdrowiej niż przeciętny Kowalski. Bistro Jaglana na swoim facebooku piszą, że ich dania są bezglutenowe. Jako nieliczni posiadają certyfikat menu bez glutenu. Otwarci są od lipca 2018 roku. Mieszczą się w centrum miasta na alei Piastów 75. Byliśmy tam razem z Radkiem chwilę przed wylotem do Londynu. Kiedy weszliśmy do knajpy, zamówiliśmy wege burgera, curry z banana i dyni, oraz spaghetti wegańskie (pomidory, rukola, orzechy).

Jedzenie

Było bardzo smacznie. Spaghetti nie urwało mi niczego, w sensie było bardzo smaczne: bezglutenowy makaron, pomidory, sos, bazylia. Takie zwykłe spaghetti. Curry z bananem i dyni… oj, co to było za jedzenie. Przywołało mi wspomnienia z Azji, ponieważ miało bardzo orientalny smak. Było świetnie doprawione. Sos był obłędny, jego słodkość, pikantność i wytrawność były doskonale zbalansowane. Sam fakt połączenia banana i curry był zachęcający.

Burger był wyśmienity. Może nie z powodu środka (był przepyszny), lecz z powodu bułki, które Jaglana robi sama. Bułka oczywiście jest bezglutenowa, a do tego bardzo smaczna. Smaczność i bezglutenowość pieczywa dość rzadko chodzi w parze. Jako terapeuta dzieci z autyzmem miałem bardzo dużo styczności z jedzeniem bezglutenowym, zanim stało się modne. Pamiętam pieczywo, które dzieci miały w swoich dietach… nie było zachęcające i do tego napakowane emulgatorami i gliceryną dla zachowania świeżości. Pieczywo w Jaglanej stosowane w burgerach było nieporównywalnie lepsze.

Kiedy chcieliśmy zjeść burrito, okazało się, że niestety wyszło. Podobnie jak kompot. Kiedy jestem w knajpie i dowiaduję się, że coś się skończyło, targają mną ambiwalentne uczucia. Smutek i zgryzota, ponieważ miało się ochotę na to coś. A z drugiej strony uświadamiasz sobie, że to dobrze, bo wszystko jest robione na bieżąco i bez półproduktów. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Lokal, obsługa klienta, ceny

Lokal utrzymany jest w klimacie dość surowym. Było zimno 😉 może jakaś awaria ogrzewania? Stoliki, krzesła, pastelowe kolory. Wystrój knajpy mnie nie zaskoczył. Było czysto i schludnie. Obsługa bardzo przyjemna. Ceny dość przystępne. Jest to jedna z niewielu opcji na rynku Szczecina, gdzie można zasmakować w kuchni roślinnej, a do tego w 100% bezglutenowej. Ma to ogromne znaczenie dla osób dotkniętych celiakią, jak i zwykłą nietolerancją glutenu. Moda na żywność bezglutenową trwa już kilka lat, więc Jaglana ma szanse na wstrzelenie się w dobry czas dla swojej działalności.

Minęły już czasy, kiedy kuchnia wegetariańska była nudna, bez smaku i szara jak spalony szpinak. Obecnie kuchnia roślinna czerpie z całego świata, gdzie mięso nie wyraża statusu społecznego, a rośliny są ogromną częścią diety człowieka. Cała Azja, obydwie Ameryki, Meksyk to kopalnia inspiracji dla kuchni wegańskiej i wegetariańskiej. Widać to na rynku ogólnopolskim. Serwis happycow, podaje, że w Szczecinie mamy tylko kilka restauracji gdzie  kuchnia jest tylko wegetariańska, Warszawa ma ich ponad 40. Szczecin jest jednak dość ubogi, jeżeli chodzi o ofertę dla typowych wege świrów. Co prawda mamy niezrównane 5 Smaków na Prawobrzeżu, Jak Malina oraz Prasad na Lewobrzeżu. Reszta to restauracje, knajpy lub inne przybytki z opcjami wege. Tym bardziej na uwagę zasługuje Jaglana jako kolejna miejscówka na mapie Szczecina.

Podsumowanie

Nie mam żadnych argumentów, by odradzać wam odwiedzenia Jaglanej. Mam za to dużo argumentów, by powiedzieć wam, że warto tam pójść:

  • gwarancja jakości,
  • przystępne ceny,
  • brak konserwantów, syfu z marketów:
    • oleju palmowego (mam nadzieję),
    • mrożonek,
    • kiepskiego podejścia do jakości.

Dlaczego tak myślę? Może dlatego, że sami właściciele mają swoje problemy z nietolerancjami oraz poważnie podchodzą do serwowania dobrej jakości.

Idźcie do Jaglanej, dajcie znać, czy wam smakowało. Pozdrówcie ich ode mnie.

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Jadłodzielnia, piękna idea

Szczecin, coś z waszego podwórka, ale również z podwórka ogólnopolskiego. Będąc w Szczecinie na Zdrojach Krzyżówce, zauważyłem pewną skrzynię z napisem jadłodzielnia, ale zanim o niej, to:

Obraz autorstwa coombesy na Pixabay

Usiądź wygodnie zamknij oczy, pomyśl przez chwilę jak mocno przejedzony byłeś w te święta? Brzuch pełny? Guzik od koszuli mógł robić za pocisk jak z pistoletu, a może spodnie jakieś ciaśniejsze? No dobra, wiele żarcia prawda? Sałatka jarzynowa, ryba po grecku, śledzie, pierogi… Ale tego było. W sylwestra dojadamy ostatki. Dziś już po świętach, przed nami kolejne, wielkanocne.

No a co robimy, z którego jedzeniem już nikt nie chce jeść?

Do kosza albo za okno, bo przecież ptaszki się najedzą, koty lubią rybkę, a pieseły uwielbiają szperać w trawnikach po świętach, tyle dobroci. No dobrze mamy za sobą już dwa scenariusze tak nam znane. Pierwszy, wywalić do śmieci, drugi, przez okno lub zanieść do lasu, dziki się ucieszą. A gdyby tak wybrać bramkę numer trzy, w której wszyscy wygrywają? Widzicie te skrzynie na zdjęciu poniżej?

To jadlodzielnia, miejsce, gdzie każdy, komu zbywa, może przynieść jedzenie i istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś na nim skorzysta. O co tak naprawdę chodzi?

Na świecie marnuje się rocznie 1,3 mld ton żywności rocznie
(wg raportu FAO z 2013 roku). Taka ilość wystarczyłaby na
wyżywienie wszystkich mieszkańców Polski przez 66 lat Z
tego 88 milionów ton marnuje się w samej Unii Europejskiej.
Najwięcej odpadów produkują konsumenci (53%) oraz przetwórcy (19%).

Dużo kupujemy, często marnujemy, ponieważ uważamy, że coś już jest za stare lub już nam się nie che tego jeść. Jadlodzielnia to pomysł gdzie każdy może przynieść to, na czym aktualnie mu zbywa. Makowiec, sernik, ryba, sałatka jarzynowa. To wszystko można przynieść do jadlodzielni i więcej się tym nie martwić.

Wiecie, że tak naprawdę nie chodzi tylko o to, co wyrzucamy do kosza, tylko ile energii, wody, było potrzebne do wyprodukowania jedzenia. Przykładowo:

Wyrzucona kanapka z serem to aż 90 litrów zmarnowanej wody a kilogram wyrzuconych ziemniaków to strata
300 litrów. Aby wyprodukować kilogram wołowiny potrzeba
ok. 10-30 tysięcy litrów wody. Na każdy kilogram wyprodukowanej żywności uwalniane jest do atmosfery 4,5 kg CO2,

O to, jak siebie opisują sami działacze jadłodzielni:

Działania Jadłodzielni

  •   Udostępniamy przestrzeń do dzielenia się żywnością i dbamy o czystość naszych pomieszczeń
  •  odbieramy żywność z miejsc, gdzie jest jej w nadmiarze, i przewozimy do Jadłodzielni
  •  jesteśmy w stałym kontakcie z naszymi darczyńcami i nadal poszukujemy nowych
  •  umożliwiamy wymianę innych dóbr, które są w dobrym stanie i mogą posłużyć jeszcze komuś innemu: od odzieży, zabawek, książek aż po talerze, miski czy sprzęt AGD
  •  prowadzimy tablicę ogłoszeń – umieszczamy na niej informacje o dużych przedmiotach do oddania, o osobach, które potrzebują pomocy itp.
  •  pomagamy konkretnym osobom w trudnej sytuacji życiowej
  •  promujemy ideę foodsharingu – m.in. na Szczecińskim Bazarze Smakoszy w OFF Marinie,
  •  rozmawiamy, słuchamy, udzielamy informacji, wsparcia.

Jakie są korzyści, kiedy jedzenie, którego nie chcesz trafi do „szafy” jadłodzielni?

Wypunktuje:

1. Nie marnujesz jedzenia, istnieje duża szansa, że osoba bezdomna, starsza, lub po prostu biedna podejdzie i weźmie to, co jest aktualnie w szafie.

2. Nie trujesz zwierząt, psy z uszkodzonym przełykiem od ości, zakrzsztuszenia, zatrucia jadem kiełbasianym, to w najlepszym wypadku noc głowy dla psa i właściciela, bo ma sraczko-rzygaczke, w najgorszym operację, lub śmierć czworonoga.

Kaczkom nie służy: chleb, bułeczka, ciasteczko lub co innego. Jasne zjedzą, bo są głupie jak my ludzie… My też pijemy wódkę i palimy papierosy, mimo że nas trują.

3. Pomożesz komuś, kto nie ma kasy, jest biedny lub bezdomny, lub nie umie gotować ;]

4. Fejm sława i połechtane ego, zrób sobie fotkę wrzuć na fejsbuczka. Otaguj i prócz sławy i fejmu promuj fajne postawy.

Takie szafy funkcjonują w innych miastch: Lublin, Toruń, Olecko, Warszawa, Zielona Góra, Międzyrzec, Białystok, Szczytno, Gorlice, Ełk, Zamość, Leszno, Piaseczno, Poznań, Konstancin Jeiorna i wielu wielu innych miastach. Widziłeś u siebie w mieście takie miejsce?

Pamiętaj o tej szafie, kiedy będziesz wyrzucać jeszcze nierozpakowane jedzenie.

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy Taste Travel prywatnie

Pierwszy dzień z życia emigranta

Emigracja, to hasło nie jest nacechowane pozytywnie. Kiedy wsiadałem do samolotu, uświadomiłem sobie, że w momencie, kiedy koła samolotu oderwą się od płyty lotniska zostanie emigrantem.

Zostać nim nie łączy się z odznaka przedszkolaka, a raczej z tęsknotą za krajem, bliskimi, psem i ukochaną osobą.
Jak się czuje osoba, która sama sobie serwuje wyjazd do Anglii w celu zmiany swojego życia? Ludzie którzy, dowiadywali się, że noszę się z takimi planami, totalnie nie rozumieli takiej decyzji. Argumenty, które najczęściej towarzyszą emigracji, totalnie mnie nie dotyczyły. Argument finansowy w żadnym wypadku, ponieważ miałem świetnie płatną pracę terapeuty i żyłem na dostateczny poziomie. Kolejna sprawa to brexit. Moment, kiedy firmy się pakują z Londynu i UK, nie napawa radością. No i w końcu stabilizacja, która w Polsce osiągnąłem, a z której muszę totalnie zrezygnować chcąc mieszkać w Londynie. Niestety lub stety nie oczywistość decyzji człowieka bywa porażająca. Kiedy ekonomia mówi, wybierz pracę w której dostaniesz 100 zł/h, ty często wybierasz pracę za 10 zl/h, bo nie możesz już znieść swojej dobrze płatnej roboty, a wolisz rzeźbić w mydle lub dziergać bombki.

Wracając do pytania tytułowego, jak się czuje emigrant pierwszego i drugiego dnia?

Kiedy zaczyna cię dopadać zmęczenie ciągnięcia walizki, podróży metrem, autobusem i zaczynasz na bieżąco

translatować rzeczywistość, zadawałem sobie podstawowe pytanie, CO JA ROBIĘ ZE SWOIM Życiem? Przecież w

Szczecinie jest ciepłe łóżko kochający człowiek i pies, którego kochasz.

Kolejny zwrot akcji to poranek dnia następnego. Budzisz się i dociera do ciebie fakt: to nie jest sen. Kiedy uświadomiłem sobie, że to się już dzieje… przechodziłem przez szereg

emocji. Niedowierzanie, frustrację, ekscytacje i na końcu wejście w tryb zadaniowy. Kiedy trzaskasz drzwiami od mieszkania i idziesz na autobus, mózg wskakuje na tryb jak na spidzie, ponieważ nic nie jest oczywiste i proste. Wszędzie musisz dotrzeć po raz pierwszy, oraz zrobić po raz pierwszy. To wszystko jest to dość pozytywne uczucie może nie w 100%, ze względu na to, że mózg nie znosi zmian.

Czas na pierwszy dzień w nowej pracy. Totalnie nowi ludzie, szef anglik, z którym musisz wymieniać informacje, oraz uprawiać smol tok. To wszystko jest tak egzotyczne… Pozytywne, paskudnie męczące, ale ekscytujące. Mówią, że

jestem w czepku urodzony. Przyjeżdżam do Anglii i dostaje od razu pracę i to taka, którą lubię.

Ciągle Niedowierzanie będzie jeszcze towarzyszyć przez długi czas. Koniec bardzo długiego dnia, bo 14-godzinnego zwiastuje odpoczynek. Siedzę w metrze i skrobie te notkę by nie zatarły się emocje. Jestem totalnie zmęczony, skrajnie zadowolony z siebie. Nie zgubiłem się ani razu, potrafiłem sprostać wymianie informacji z szefem.

To był dobry, pierwszy dzień emigranta.

Aktualizacja, oczywiście, że się zgubiłem :p jakże by inaczej, wracałem 2,5h do domu zamiast godziny.

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Czy to koniec z plastikami w Europie?

Czy wiecie, że niedawno Parlament Unii Europejskiej poparł wprowadzenie na terenie Unii Europejskiej zakazu wykorzystywania i sprzedaży przedmiotów z plastiku jednorazowego użytku, dla których dostępne są alternatywy, takich jak plastikowe sztućce, słomki, talerze oraz patyczki do uszu.

Zakaz miałby obowiązywać od 2021 roku. Do 2025 wszystkie plastiki, których nie da się w dość dobry sposób przetworzyć ponownie, będą musiały być zredukowane do niezbędnego minimum. Europosłowie chcą, by wszystkie butelki plastikowe, które są używane w krajach Unii Europejskiej były poddawane recyklingowi.

Myślicie, że plastik to tylko plastikowe butelki i tak popularne słomki? W zadnym przypadku, to także popularne wieczka do kubków z kawą, to opakowania do burgerów, reklamówki, opakowania do jedzenia na wynos, oraz soki dla dzieci. Plastik to także, folia spożywcza oraz folia do pakowania. Worki na śmieci to również problem naszego świata.

Czy przyłapaliście się kiedyś na myśleniu: po co pakuje śmieci organiczne (obierki, skorupki po jajkach, odpadki spożywcze) do plastikowego worka? Czy nie lepiej by było rzucić je luzem na kompost?

Słyszeliście o akcji „pije bez słomki”? to akcja propagująca picie napojów bez plastikowych słomek w ramach dbania o naturę. Wiecie że 100%  ptaków i 60% żółwi przebadanych przez naukowców miało w swoich organizmach plastik?

A wiecie skąd wzieła się ta akcja? Lawina ruszyła po tym filmie:

Okazało się, że przedmiot wyciągnięty z nosa tego żółwia to była… właśnie plastikowa słomka, która zalegała w nosie tego zwierzęcia od dłuższego czasu.

Globalne roczne zużycie plastiku osiągnęło obecnie ponad 320 milionów ton, więcej plastiku wyprodukowanego w ciągu ostatniej dekady niż kiedykolwiek wcześnie

Plastics Europe. Tworzywa sztuczne – fakty 2016: analiza europejskich produkcji tworzyw sztucznych, popytu i danych o odpadach. Preprint na http://www.plasticseurope.org (2016).

Nie mam dla was dobrej informacji, to że przestaniecie pić napoje z słomką nie spowoduje to wzrostu czystości w oceanach. Słomki to 0,03% a Europa jest na przedostatnim miejscu, jeżeli chodzi o plastik w oceanach. To że nagle w kafejce poprosicie o napój bez słomki, nie wiele wniesie do ochrony oceanów. Wiec co możemy zrobić? Jak, jako europejczyk możemy pomóc światu w ograniczaniu śmieci?

Możecie:

    1. Nie kupować wody w butelkach plastikowych , kupcie wielokrotne butelki i nalewajcie wody z kranów Ja np używam butelek wielokrotnego użytku Contigo. Butelki te są świetne, można je myć w zmywarce, są szczelne i to nawet bardzo, mają dziubek i przycisk. Dzięki budowie kubków można je pić jedną ręką.

2. Wspierajcie organizacje które propagują ekologiczne rozwiązania swoją darowizną. Wiem, że najtrudniej sięgnąć do kieszeni, łatwiej jest poprosić o napój w kawiarni bez słomki, lub wieczka. https://wasteaid.org/donate/

3. Postarajcie się, nie używać plastików, może nie tyle by zanieczyszczać oceanów, bo to raczej im nie pomoże, ale by pokazywać swoją postawę dbałości o naturę, ekologię, a docelowo aktywne wspieranie instytucji wspierających ekologiczne rozwiązania. Może z czasem nowa świadomość zacznie docierać do większej ilości osób.

Już nawet w Azji zaczyna się dostrzegać problem plastiku. W popularnych sklepach 7-eleven na ekranach pojawiają się przekreślone plastiki. Niestety, do każdego zakupy sprzedawca daje nam reklamówkę. Nawet kiedy kupujesz wodę w butelce dostajesz z automatu słomkę i reklamówkę. Jak to mówią każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku, tak wiec Azjo tak dalej.

4. Pijcie kranówkę, serio! Kranówka jest zdatna do picia i to nawet bez przegotowania. Jeżeli wlejesz ją do swojego bidonu na wodę to już w ogóle 100 punktów do fejmu i sławy.

5. Jeżeli macie swoją knajpę, restauracje, zrezygnujcie możliwie mocno z plastikowych sztućców, talerzy itp. Dołączcie do akcji Pije wodę z kranu.  W Polsce są to miejsca oznaczone naklejką:

Wiem, że w Londynie dostępna jest tak zwana tappwater, czyli woda z kranu. Można o nią poprosić, z zasady nie powinna nic kosztować.

6. Jeżeli macie możliwość, kompostujcie obierki, skórki po owocach warzywach, dawajcie swojemu psu jak lubi, ( nie wszystkie, sprawdźcie pierw czego pies lub inne zwierze jeść nie może) wrzucajcie na kompostownik, lub używajcie papierowych toreb np z Lidla w celu wyrzucenia ich na śmieci. Pakując je w plastik odbieracie im możliwość szybkiego rozkładu

7. Zabieraj ze sobą kubek do kawy i jak bierzesz ja na wynos, proś o kawę do swojego kubka wspieraj kawiarnie, które biorą udział w akcji z własnym kubkiem. Ja również używam termosu contigo. Szukaj hasztag: #zwlasnymkubkiem. Kliknij w logo po lewej stronie, jest tam mapa miejsc, które oferują zniżki i rabaty za własny kubek. 

8. Staraj się żyć z myślą zero west (zero śmieci) jeżeli kupujesz owoce, warzywa to może nie zawsze musisz brać jednorazówek?

I na koniec pomyśl o ograniczaniu ryb i mięsa, w myśl zasady mniejszy popyt, mniejsza podaż. Wiem wiem, dużo tych możliwości, ale warto czasem robić coś więcej by nie powspierać swojego próżnego podejścia to ekologii. Poczytaj o tym czy to czy zrezygnujesz ze słomki uratuje życie w oceanach. Największy procent śmieci w oceanach to pozostałości po sieciach rybackich, wcale nie słomki.

 

Jeżeli nie przemawia do ciebie opcja zero waste, albo masz gdzieś słomki to pomyśl, że mógłbyś rzadziej wyrzucać śmieci. To już przemawia do wyobraźni.  Mimo że film powyżej mnie zainspirował, to do filmu Everyday Heroo mam dość ambiwalentne podejście. Z jednej strony nie sposób się z nim nie zgodzić ponieważ podaje twarde dane, na temat tego, że nasze „poproszę bez słomki” na nie wiele się zda. Z drugiej jednak strony uważam, że każdy przejaw ekologicznej postawy jest cenny. Chodzi chyba tylko o to, by nie poprzestawać na ekologi na pokaz, tylko wdrażać dodatkowe działania w postaci np, donacji na stowarzyszenia, lub ograniczenia jedzenia ryb, lub owoców morza. Przecież łatwiej powiedzieć, poproszę bez słomki, niż odmówić sobie pysznego morszczuka z North Fisch-a?

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Nocne bieganie w Puszczy, strachy, mary i dziki…

Ostatnio Radek kupił mi czołówkę do biegania nocnego, ze względu na to, że sam reaktywował swoją pasję do biegania. Pomyślałem sobie, może kiedyś? Dziś to „kiedyś” nadeszło.

Ubrałem spodenki, czołówkę i pobiegłem. Chciałem podzielić się kilkoma spostrzeżeniami na temat samotnego, nocnego biegania.

Nocne bieganie w lesie jest o tyle trudniejsze, że nie wiemy, gdzie biegniemy. Podczas biegu widzimy tylko określone pole widzenia, które zaznacza czołówka i tak naprawdę nic przed nami, oraz poza nami nie widać. Ma to swoje plusy i minusy.

 

Plusy:

Minusów jest kilka, a plusów co niemiara, ale o tym za chwilę. Ostatnio zacząłem się wgłębiać w tematykę mindfulness, czyli twój czas tu i teraz. Inaczej mówiąc, to proces psychologiczny koncentrowania uwagi na wewnętrznych i zewnętrznych bodźcach występujących w danej chwil.
Skąd to zainteresowanie? Od kiedy ćwiczę jogę z Tomkiem, dużą uwagę przykładamy do oddechu. Podczas zajęć słyszę następującą mantrę: Wdech, wyprost, wydech, skłon, wdech, pół wyprost, wydech chaturanga, i tak dalej. Dzięki instrukcjom oraz kontrolowaniu oddechu nasz mózg jest zajęty tylko i wyłącznie tą czynnością niczym więcej niż oddychaniem w rytmie i słuchaniem poleceń. Zauważcie, że tak naprawdę przez cały dzień cały czas o czymś myślimy, rozpamiętujemy, co było kiedyś, rozpamiętujemy przeszłość, analizujemy, planujemy, co będzie za chwilę co trzeba zrobić, co ugotować na obiad, listę zakupów i tak dalej i tak dalej. Mindfulness mówi o tym, by skupić się na tu i teraz. To relaksuje i daje umęczonemu mózgowi chwile oddechu. Nocne bieganie, ku mojemu zaskoczeniu dało mi dokładnie to samo. Oddech, zawężone pole widzenia, brak perspektyw ile dystansu zostało, ile poza tobą. Co będzie za chwilę nieistotne, liczy się tu i teraz. Przebyłem pierwszy raz od wielu miesięcy swoje pierwsze 10 km dla mnie, niesamowity sukces. Mam w sobie przeświadczenie, że to dzięki nocnemu bieganiu. Dzięki jodze, ponieważ zapomniałem na nią stroju, a nie chciałem marnować potencjału, jaki dostałem w postaci wolnej godziny. Dziękuję Radek, naprawdę to dzięki tobie zmotywowałem m się i pobiegłem dzisiaj 10 km. Dzięki Tomek, za czas na macie. Dzięki Wiola, mimo że ciebie nie znam, ale to pośrednio dzięki Tobie Radek kupił mi czołówkę. 😉 Było o plusach, czas na minusy.

Minusy:

Minusy biegania nocnego to pewien strach przed zwierzyną. Coś szeleści w krzakach, coś słyszysz. Jednak, jak rozłożymy swoje strachy na czynniki pierwsze, okazuje się, że zagrożenie jest małe, ponieważ jedyne zwierze, jakie jest w stanie nas skrzywdzić to człowiek i dzik. Reszta zwierząt ucieka w popłochu przed dużym świecącym zwierzęciem. Jest pewne podobieństwo  pomiędzy bieganiem z czołówką, a mindfulness. Obie te rzeczy koncentrują naszą uwagę jak laser. W literaturze czytamy: Skoncentruj swoją uwagę na oddechu, bądź jak wiązka lasera, która koncentruje się na tu i teraz. W bieganiu wiązką lasera jest czołówka, która skupia naszą uwagę na tych 3 metrach w przód i nic poza tym. Spróbujcie pobiegać nocą po puszczy albo po lasach, które macie w swoim zasięgu, skupcie się na oddechu, liczcie oddechy, to również pomaga, nie bierzcie muzyki, wyłączcie powiadomienia w zegarkach biegowych, skupcie się na tu i teraz, oddychajcie.

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Rokitnik, jedliście kiedyś w Szczecinie?

© Hans Hillewaert / Mówię rokitnik, co wam przychodzi do głowy? Mnie osobiście nie przychodziło nic do głowy, kiedy usłyszałem tę nazwę. Podczas zwykłego spaceru, moja sąsiadka zaproponowała, chodźmy na deser. Kiedy stwierdziłem, że mnie namówiła, udaliśmy się do nowo wybudowanego domu weselnego, dworku, Bukowy Park.

Stwierdziliśmy, kawa ciastko, piękna pogoda, psy poganiają, no idealnie. Usiedliśmy sobie na dworze, w towarzystwie pięknie zadbanej zieleni. Wyszedł do nas Pan. Poprosimy kawę oraz jakiś deser. Pan zaproponował nam wszystkie desery, jednak namawiał nas na deser z rokitnika.

Próbowali Państwo kiedyś? Nie, zgodnie stwierdziliśmy i nie za wiele przychodziło nam do głowy, kiedy padało słowo rokitnik. Już wam tłumacze co to jest za owoc: Zwany jest rosyjskim ananasem, nie jest wymagającą rośliną. W Polsce objęty częściową ochroną, to znaczy, że można go zbierać w wybranych miejscach. Smak, słodkawo-cierpkie i soczyste owoce, jednak stają się takie dopiero po przemarznięciu, trochę tak, jak aronia.  No ale, wracając do naszego deseru naszym oczom ukazał się następujący widok:

Sama prezentacja deseru była bardzo estetyczna i ładna, a smak? No smak powalił nas na kolana. Cierpkie, lekko kwaskowate nuty, przeplatające się z aksamitnością mascarpone. Nie wiem, czy kiedyś jadłem tak dziwne, a zarazem bardzo przyjemne połączenie. Kiedy zmieszasz sobie ten deser z lodami, powstaje nieprzeciętne połączenie. Reasumując. Zwykłe wyjście na deser okazuje się dość nieprzeciętnym kulinarnym doznaniem.

Cena: za dwie bezy Pawłowa, deser z rokitnika i dwie kawy 67 zł. Dużo i nie dużo jednocześnie.  Obsługa w dworku bardzo uprzejma, profesjonalna, przydało by się tylko podszkolenie z nazewnictwa kaw, ale może się czepiam. A czy wy mieliście kiedyś okazje jeść deser z rokitnika?

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Domowe sposoby na Przeziębienie – imbirówka

Idzie jesień to pewne. A kiedy idzie jesień dopadają nas katar, kaszel, gorączki oraz przeziębienia! Co robimy?

Biegniemy do apteki w celu doraźnej pomocy w postaci Fervexów i innych szybko działających środków. Mam dla was jednak coś, co pozwala unikać przeziębień, łagodzić ich skutki, kiedy już przyjdą, a do tego świetnie smakuję. Imbirówka to napój z którym spotkałem się pierwszy raz w Restauracji 5 smaków. Jest to wywar powstający z imbiru, cytryny, oraz miodu. Ma świetny smak, idealnie nadaje się na jesienną słote. Imbirówka to esencja wszystkiego co dobrego ma w sobie natura

Imbir – leczy przeziębienia, leczy migreny wspaniale rozgrzewa cały organizm. W medycynie chińskiej uchodzi za „gorący”, powodujący ogień w ciele.

Cytryna – świetne źródło wit C, doskonały przeciwutleniacz

Miód – naturalny antybioty, znany od lat. (tutaj macie świetny artykuł o tym jaki miód kupować)

Reasumując, imbirówka jest jest genialnym „lekiem na całe zło”

Jak ją zrobić?

Świeży imbir pokroić i wrzucić do wody, wystarczy spory kawałek, im więcej go dacie tym napar będzie ostry

gotować minimum 15 min. Poczekać aż napar się ostudzi, wycisnąć dwie cytryny i kiedy napar już będzie zdatny do picia (temp. 40 stopni wtedy miód nie traci swoich właściwości) posłodzić go miodem. Smacznego!! Dajcie znać czy wam smakuje. My pijemy imbirówkę jak tylko czujemy zbliżającą się jesień.

Kategorie
Ciekawe artykuły Polecamy

Miód, słodkie kłamstwa czyli jak uchronić się przed fałszywym miodem




Artykuł „Miód, słodkie kłamstwa czyli jak uchronić się przed fałszywym miodem” pokazuje kilka nieznanych faktów o miodzie, jak fałszuje się miód, czy jest on zdrowszy od cukru? Staramy uporać się z kilkoma faktami na temat miodu.
Miód to bogactwo natury. Owoc pracy tysięcy pszczelego społeczeństwa od lat zamykamy w słoikach. Miód to produkt prestiżowy dodawany do produktów spożywczych w celu podniesienia jego rangi oraz podkreślenia jego naturalności.
Kiedy czytamy skład produktu i jest w nim miód, automatycznie postrzegamy produkt jako lepszy, zdrowszy, bardziej ekskluzywny. Popyt na miód zdecydowanie przewyższa podaż, dlatego często miód, zwłaszcza ten z przemysłowej produkcji jest gorszej jakości i „wzbogacany” jest dodatkowymi składnikami. Nie mówimy tutaj o wzbogacaniu miodu w pozytywnym znaczeniu.

No dobrze, ale jak powstaje miód, kto go produkuje, o co w ogóle ten hałas? Miód produkowany jest przez pszczoły, to wiemy chyba wszyscy. To nie jest tak, że pszczoły kiedyś sobie wymyśliły, że zaczną produkować miód dla człowieka. Ten produkt to pożywienie dla pszczół, zapas na okres zimy, oraz czasów, kiedy pszczołom niedane jest pracować. Lato i wiosna to czas zbiorów, pszczoły opychają się nektarem z kwiatów. To istna rozpusta, ciągłe greckie wesele dla tych małych zwierząt.

„Latem miód i pyłek służy do karmienia larw. Niestety, wiosna i lato mijają, a pszczoły chcą mieć go przez cały rok, dlatego konserwują go i przechowują. Tak właśnie powstaje miód. Do wyprodukowania kilograma miodu kwiatowego jedna pszczoła musi zebrać nektar z co najmniej 3 milionów kwiatów, wykonując przy tym trasę o łącznej długości odpowiadającej sześciokrotnemu okrążeniu ziemi”. Renate Fran „Miód, odżywia, leczy, pielęgnuje”

Zastanawialiście się, z czego składa się tak naprawdę miód?

„Pod względem chemicznym miód jest nasyconą mieszaniną różnych związków cukru (węglowodanów) rozpuszczonych w wodzie, zawierający dodatkowe substancje roślinne i specyficzne wydzieliny pszczół. Zwartość węglowodanów w miodzie określana jest na 75-80% zaś wody nie więcej niż 16-19%. Podstawowymi cukrami są fruktoza i cukier gronowy, tzw. glukoza. Przeciętna zawartość fruktozy w miodzie waha się od 34 do 41%, a w niektórych odmianach miodu jest wyższa. Z kolei zawartość glukozy wynosi od 28 do 35%. „ Renate Fran „Miód, odżywia, leczy, pielęgnuje”

Tyle na temat składu miodu. Zastanawialiście się kiedyś, jak nasze ciało reaguje na miód? Zasmucę was, wg badań naukowych organizm ludzki przetwarza miód dokładnie tak samo jak każdy inny cukier. Jedynym faktem na obronę miodu niech będzie zawartość w nim aminokwasów, witamin, składników mineralnych. Miód to nieocenione źródło potasu, oprócz tego występuje w nim wapń magnez, oraz chlor. Więc jeżeli zastanawiacie się nad łyżeczką cukru lub łyżeczką miodu lepiej wybrać miód.
Wróćmy do producentów miodu, czyli pszczół. Osobniki tego gatunku pokonują ogromną odległości, by zebrać pyłek z kwiatów. Do pracy potrzebują więc, bardzo dużej powierzchni i zróżnicowanej roślinności. Pszczoły lubią ustatkowany tryb życia, to zwierzęta nielubiące zmian. Monokulturowe uprawy, pestycydy, chemikalia, pasożyty to przyczyny wymierania pszczół na całym świecie.




Faktem jest, że produkcja miodu to tak naprawdę okradanie pszczół z pracy, którą wykonały. Jedna pszczoła żyje 40 dni, potrafi wytworzyć jedynie łyżeczkę miodu. Często jest to argument przeciwko produkcji miodu. Jednak dobry pszczelarz dbający o swoje pszczoły nie zabiera swoim pracownicom wszystkiego. Dobry pszczelarz najczęściej zabiera miód z góry ula, a część miodu pozostawia pszczołom na zimę. Jak podają autorzy dokumentu Lawyeras Guns & honey, zapotrzebowanie na miód rośnie co roku o 20 tysięcy ton. Ten sam dokument mówi, że są prawdopodobnie dwie przyczyny wzrostu zapotrzebowania na miód. Pierwsza to wzrost populacji ludzkiej, druga to wzmożone zainteresowanie produktami naturalnymi, jak najmniej przetworzonymi. Te dwa aspekty powodują, że naturalne sposoby na produkcje miodu nie wystarczają.




Paradoks miodu
Jak wspominaliśmy, powstaje pewien paradoks. Produkcja miodu spada, zainteresowanie wręcz przeciwnie. W jaki sposób zwiększa się ilość miodu? Jest kilka sposobów. Do dobrego zdrowego miodu dodaje się tanie zamienniki, różnego rodzaju syropy. Tani wypełniacz, do zdrowego miodu, tak się robi z małej ilości więcej produktu. Jest to trend ogólnoświatowy, jednakowo w miodzie, mlekach, mięsach właściwie we wszystkim. Dawniej do zwiększenia ilości miodu używano syropu kukurydzianego oraz syropu z trzciny cukrowej. Na szczęście w Ameryce wynaleziono metodę identyfikacje tych dodatków a tym samym, można było sprawdzić, czy dany miód był rozcieńczany, czy nie. Niestety, potrzeba jest matką wynalazku. Chińczycy odkryli, że syrop ryżowy nie jest wykrywany przez metody identyfikujące syrop kukurydziany oraz trzcinowy. W taki oto sposób swobodnie można dalej fałszować miód.
Jak ustalić pochodzenie miodu? Niestety dla nas konsumentów nie jest to możliwe, należy zrobić badanie pyłków kwiatowych zawartych w miodzie. Każdy region ma swoje specyficzne roślinne pochodzenie. W taki sposób można ocenić pochodzenie botaniczne i geograficzne. Szczególnie produkty z Azji są fałszowane. Tajwan, Malezja to kraje, z których należałoby unikać miodu, ponieważ Chińczycy często fałszują miód. Na każdym słoiku miodu można sprawdzić jego pochodzenie. Jednak jak pokazuje praktyka, zapisy są dość enigmatyczne. W Polsce można wyróżnić kilka występujących. Często na słoikach można zobaczyć napis: Mieszanina miodów pochodzących z Unii Europejskiej, czasem również można zobaczyć Mieszanina miodów pochodzących z Unii Europejskiej oraz spoza Unii Europejskiej. Miód trzymany przez nas w ręku może być praktycznie z każdego zakątku naszego globu. Nie wiele nam to mówi prawda?
Na całym świecie funkcjonują tak zwane rozlewnie miodu, które skupują miody z całego świata i tworzą ujednolicone mieszanki miodu, np. do celów piekarniczych lub do celów spożywczych. Jak stwierdzić, z jakiego kraju pochodzi nasz miód kupiony w markecie? My tego nie mamy jak zrobić, więc nie mamy pewności czy dany miód nie był „wzbogacony” np. syropem ryżowym.
Co można zrobić, by mieć pewność, że dany miód nie jest „chrzczony” lub nie jest skażony żadnym świństwem? Tutaj sprawdzi się zasada dobrze znana na drogach, czyli zasada ograniczonego zaufania. Warto też kupować miód od zaprzyjaźnionego pszczelarza. Zostawmy miody, które są mieszaniną, nie wiele o nich wiemy. Wspierajcie swoich małych producentów. Więc kiedy weźmiecie następnym razem słoik miodu w sklepie i zobaczycie adnotacje: Mieszanina miodów… odłóżcie słoiczek grzecznie na półkę i poszukajcie miodu z możliwą do zidentyfikowania dokładną pasieką.

Wszystkiego słodkiego.

Kategorie
Polecamy

Dania gotowe? Można też zdrowo.

Dania gotowe? Można też zdrowo. Jak się okazuje chyba powoli zaczynają mijać czasy kiedy dania w systemie zalewasz i gotowe były pełne wypełniaczy, dodatków z E, oraz dużej części tablicy Mendelejewa.

Dziś producenci żywności zaczynają doceniać i przede wszystkim zauważać trend zdrowego i racjonalnego odżywiania. Oczywiście, produktom gotowym jest daleko do zdrowia. Jednak można wybrać takie, które spełniają przynajmniej minimum wytycznych racjonalnego żywienia. Jak wspominałem w artykule o Winiary i ich gotowcach z kaszami, jest to coraz bardziej zauważalne.

Dziś na warsztat wędrują  „Dania Babci Zosi” nazwa oczywiście ma zachęcać do kupna zwracając uwagę na tradycje, ale czy tak jest na pewno? Producentem jest firma Sys – firma rodzinna, którą założona została w 1990 roku. Firma jest Polska, co nie jest dla nas bez znaczenia.

Na pierwszy ogień wędruję:

Zupa krupnik

Skład: Kasza jęczmienna minimum 45%, warzywa suszone 36%, (ziemniaki, marchew, cebula, pasternak, seler, czosnek, natka pietruszki, lubczyk), mleko w proszku odtłuszczone, sól morska, ekstrakt drożdżowy, pieprz czarny. Jak zwykle po wartości odżywcze zapraszamy klikając w nazwę produktu.

Skład ten jest wzorcowy. Brak glutaminianów, wypełniaczy, spulchniaczy i tym podobny. Firma reklamuje się, że do przyrządzenia ich dania potrzebne jest jedynie 20 min. Ja im wierzę.


Zupa pomidorowa z ryżem

Skład: Ryż biały min. 45%, pomidor suszony w proszku min 25%, marchew suszona, sól morska, mleko w proszku odtłuszczone, mąka ziemniaczana, pomidor suszony min 2%, natka pietruszki suszona, lubczyk suszony.

Jeżeli chodzi o zupę pomidorową to niestety, ale danie nie jest wegańskie, lecz wegetariańskie. Mimo wszystko warto polecić to osobom, które nie chcą stać nad garnkami.


Borowikowa z łazankami

Kto pamięta łazanki z dzieciństwa? Dobre, chyba polskie danie, które zawładnęło latami 90. Pamiętam zapach

kapusty kiszonej, mięsa (kiedy jeszcze je jadłem). Firma Sys prezentuje swoją wariacje na ten temat.

Skład: Makaron łazanka min 40% (mąka pszenna jaja) borowik suszony 12%, mąka ziemniaczana, marchew suszona, cebula suszona, sól morska, ekstrakt drożdży, natka pietruszki, ziele angielskie, pieprz.

 

Placki ziemniaczane

Szczerze? Nie znam osoby która nie lubi placków ziemniaczanych. Dość trudno powiedzieć o tym daniu, że jest super zdrowe, ale znam i takich co przerabiają to danie na fit modłę. Sys prezentuje nam mocno skróconą wersje, zarówno w przygotowaniu jak i składzie.

Skład: Ziemniaki suszone min 60%, skrobia ziemniaczana, cebula suszona, sól morska.

Kasza jaglana z żurawiną, siemieniem lnianym I migdałami

 

Kasza jaglana 66%, żurawina suszona 22%, (żurawina, cukier, olej słonecznikowy).

Skład krótki, zwięzły. Dlaczego producenci nie mają takiej etyki jak Sys? Przecież nie trzeba dawać do jedzenia tego całego E, oraz wypełniaczy.

Wątpliwości: Firma Sys nie współpracowała z nami przy tworzeniu tego krótkiego zestawienia. Jednak uważamy, że zasługują na wspomnienie o nich. Dania znalazłem w Carrefour na dziale z bakaliami, niedaleko działu warzywa – owoce.

A czy wy macie jakieś dania które zaskoczyły was pozytywnie swoim składem?