Powrót z Anglii. Emigranta wspomnienia.

B0A02FDE-0070-4CC3-B242-F1F550CCD2EF

20 kwiecień to dzień w którym wróciłem do Szczecina. Jak to teraz jest? Czy żałuje wyjazdu do Londynu, a może żałuje poworotu do Polski ?

Początek

Moja historia w Anglii rozpoczęła się dokładnie 1.12.2018 roku. To wtedy podczas listopadowego urlopu w Tajlandii zapadła ostateczna decyzja, kiedy dokładnie postawie stopę w Londynie. Miałem nagraną prace na początek, możliwość zatrzymania się u przyjaciół, odłożoną gotówkę na początek. Podstawowe potrzeby zabezpieczone. Samą decyzje o wyjeździe podjęliśmy z Radkiem jakieś 8/ 10 miesięcy wcześniej.

Dlaczego ja to w ogóle pisze?

Po części pisze to, ponieważ muszę sobie ułożyć w głowie co się aktualnie dzieje, łatwiej mi to zrobić w formie zapisków. Po drugie potrzebuje domknąć ten etap, oszacować zyski i straty, oraz poniesione ofiary. Reasumując, chce spojrzeć na to z perspektywy czasu. 

Trochę o powodach wyjazdu 

Dlaczego gość, który ma własne mieszkanie, super prace marzeń w której się realizuje, dość dobrą sytuacje finansową, kochającego człowieka obok i psa, decyduje się na wyprowadzkę z własnego kraju? Wtedy, według mnie powodów było kilka:

  • Przeogromne poczucie wstydu, spowodowane brakiem znajomosci języka angielskiego.

Czasem, podczas pracy na rowerze kawowym, kiedy klienci anglojęzyczni mnie o coś pytali, dukałem jakieś słowa, jak człowiek z problemami z zakresu aparatu mowy. Ograniczało mnie to w wielu sferach mojego życia, począwszy od obsługi klienta, poprzez trudności na urlopach, kończąc na utraconych szansach nawiązania super relacji z ludźmi. Dla osoby z niskim poczuciem własnej wartości to nie była komfortowa sytuacja

  • Kolejny powód, który wtedy był dla mnie ważny, to poczucie zmęczenia w pracy z rowerem kawowym. Wtedy, nazywałem to osiągnięciem sufitu, którego nie da się przebić. Około 52 weekendy w roku zajęte wraz z piątkami, do tego dochodziły każde święta, to dawało o sobie znać, wpływając na mnie, na mój związek, oraz na ogólne samopoczucie. To była taka dziwna ambiwalencja. Z jednej strony, zawsze bardzo cię cieszyłem na piątek, kochałem tych ludzi, to miejsce, z drugiej strony brakowało mi po prostu świadomości wolnego weekendu. Z perspektywy czasu, brakowało mi osoby, która pchnie mnie do zatrudnienia człowieka, dając sobie możliwość odpoczynku. Może nie mialem na to gotowości… nie wiem.
  • Ostatni powód, to chęć zmiany ogólnie, trochę tendencji ucieczkowych, a na końcu brak umiejętności dobrego zarządzania budżetem. To wszystko powodowało  u mnie dość nierealne, ale jednak poczucie ciągłego braku gotówki. To wszystko pchnęło mnie do wyjazdu.
Pierwszy dzień, pierwszy miesiąc, pierwsze pół roku.

Doskonale pamietam to uczucie, kiedy byłem na lotnisku w Goleniowie, poczucie braku realności. Świadomość, że być może, moje życie zmieni się nie do poznania. Doskonale pamietam również moment, kiedy koła samolotu odbiły się od płyty lotniska, wtedy wypowiedziałem trochę do siebie, a trochę do okna w samolocie – to teraz jesteś emigrantem
To zabawę że, te pierwsze chwile pamietam w najmniejszych detalach, jak by ktoś podkręcił kontrast w mojej pamięci. Kiedy wylądowałem w Londynie, dość sprawnie przeszedłem odprawę i udałem się do autobusu lini National Express, by dostać się do ścisłego centrum. Następnie, musiałem wsiąść do metro i linią District line dostać się na Grenford Brodway, gdzie czekali na mnie już Grześ i Monika. Było już bardzo późno, a ja targałem ze sobą walizkę i torbę. Doskonale pamietam ten moment, kiedy wchodziłem po schodach metro, zmęczony jak pies targające za sobą walizki. Pierwsze co zobaczyli moi przyjaciele, przynajmniej ja tak to pamiętam, jak kręcę głową myśląc: „co ja tu robię, dlaczego ja sobie to robię”. Jak się okazało później, to pytanie zadawałem sobie często, w przeróżnych sytuacjach.

Następnie przywitaliśmy się i udaliśmy na przystanek autobusowy, który miał zawieść mnie do mojego tymczasowego miejsca pobytu czyli do mieszkania Moni i Grzesia. Pierwsze wrażenia, mnóstwo ludzi, ciemno, stwierdzenia, że należy się dość prędko ewakuować do domu bo nie jest tu bezpiecznie. 

Pierwsza praca.

To było dość ciekawe przeżycie, jakoś tak sobie to wszystko zaplanowałem, że do pracy szedłem chwile po przyjeździe. Mając na myśli chwile po, mam na myśli kilka godzin po. Przyjechałem do Londynu, jakoś w środku nocy a o 7 rano dnia następnego, siedziałem już w autobusie do ścisłego centrum uzbrojony w mapę Google, power bank i wiedzę, gdzie mam się udać. Nawet teraz, gdy pisze to po ponad dwudziestu miesiącach, czuje stres i te dziwne uczucie w brzuchu, kiedy organizm włącza ośrodek walki i ucieczki zabierając cała krew z żołądka.

Z perspektywy widzę to jako coś, czego fundować sobie nie powinienem. Normalnie, ludzie dają sobie czas na aklimatyzację, a przede wszystkim na wypoczęcia po podróży. Niestety, należę do ludzi którzy, nie posiadają w sobie instynktu troski o samego siebie, oraz jestem typem, który robi wszystko już, teraz, natychmiast. Dopiero teraz uczę się dbać o siebie, o to by to to najpierw mi było dobrze.  Wcześniej patrzyłem głównie na innych. Jak się później okazało, ta postawa zemściła się na mnie wiele razy.

Do rzeczy, pierwsza praca

Wspominałem już o tym, ze wcześniej nagrałem sobie pierwsza prace już z Polski. Szukałem i znalazłem polsko angielska pare, która miała swój punkt na jarmarku świątecznym, gdzie sprzedawali grzane wino, kawę, drinki itp. Pracowałem tam od 1 grudnia przez cały świąteczny miesiąc i trochę stycznia. Pamiętam ten strzał endorfin i adrenaliny po pierwszym dniu.

Ten filmik do przyjaciół, ze jest super, że tyle ludzi wszelkich kolorów i narodowości. Nawet dojazd ponad półtora godziny metro i autobusami wydawał mi się detalem, nie zasługującym na odnotowanie. Pamietam pierwsze wrażenie po interakcjach z Thomosem, moim szefem. Mój anglojęzyczny szef, był dla mnie bardzo wyrozumiały, cierpliwe słuchał mojego dukania, kiedy starałem się coś przekazać. Mimo tego panicznie bałem się zostawać z nim sam, ponieważ to wymuszało we mnie konieczność rozmowy z nim. W zespole było również dwóch Polaków, jednak o  tym dowiedziałem się trochę później.

Nie była to lekka praca, zmiany po 10/12h następnie 1-2h powrotu do domu. Już pierwszej nocy zgubiłem się w metro, rozładował się telefon i zamiast 1-2h wracałem jakieś 4h. To było przejmujące uczucie opuszczenia, frustracji, strachu, oraz bezsilności. Nie wiedziałem gdzie jestem i jak mam trafić do domu.

Opuszczenie, frustracja, bezsilność i strach. Z tymi emocjami musiałem się zaprzyjaźnić w sumie na cały okres mojego pobytu w Anglii.
Grudzień minął mi pod znakiem pracy na jarmarku świątecznym. Ciężka praca po 12h, oraz powroty nocne. To wtedy również pojechałem na największy świąteczny jarmark w Anglii Winter Wonderland. Moje wspomnienia pierwszych dwóch miesięcy to mieszanina radości, frustracji. Wielokrotnie nie wierzyłem, że znajduje się w tym miejscu i robię to co robię. Mimo wszystko doświadczenie pracy na jarmarku świątecznym w samym centrum Londynu było bardzo ciekawe. To tam nabywałem pierwszych szlifów z angielskiego, to również tam przełamywali swój strach w kontaktach z obcokrajowcami. Jest dość zabawna sytuacja związana z walutą funta w mojej głowie. Pierwszy miesiąc to również obycie z nowymi pieniędzmi, pens, funt, 50 pi, 20 pi 2funty, to była pewna abstrakcja. Myślałem sobie dobrze, że nikt nie wpadł na pomysł by postawić mnie na kasie gdzie byłbym zmuszony wydawać gotówkę. Jak wielkie było moje zaskoczenie kiedy pewnego dnia pozostawili mnie na kasę podczas największego ruchu. Ludzie dawali mi banknoty, a ja wydawałem im resztę totalnie nie wiedząc czy robię to dobrze. Martwiłęm się o to by to wszystko MNIEJ WIĘCEJ się zgadzało. Nie chce chyba wiedzieć jakie manko mieli pod koniec dnia po mojej zmianie. 

O mojej rejestracji w NIN, co to jest, oraz jak poszedłem na rozmowę o pracę do jednej najbardziej prestiżowej kliniki gdzie pracuje się z dziećmi niepełnosprawnymi bez totalnej znajomosci angielskiego będzie w kolejnym wpisie. Jeżeli nie chcesz go przegapić kliknij w fanpage na fb  

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *